Niedawno obchodziliśmy 80. rocznicę pierwszego skoku Cichociemnych do kraju. Między 1941 a 1944 r. do okupowanej Polski przerzucono 316 Skoczków Spadochronowych Armii Krajowej. W tym celu przeprowadzono ponad 100 nocnych lotów z Wielkiej Brytanii, a potem z Włoch.

Na terenie okupowanej Polski zorganizowano zaś kilkaset placówek zrzutowych. Dzięki nim Cichociemni mogli w miarę bezpiecznie wylądować i zaaklimatyzować się do nowej rzeczywistości. A tony sprzętu i setki tysięcy dolarów -przeznaczonych na działalność podziemną – mogły trafić do adresatów.

78 lat temu, w środowy wieczór 17 lutego 1943 r., kilkudziesięciu ludzi ruszyło na rozległe pola znajdujące się niedaleko wsi Łepki Stare. Miejscowość znajduje się niedaleko Siedlec, między Łosicami i Mordami. To tam zorganizowano placówkę „Puchacz” – jedno ze zrzutowisk.

Przeczytaj więcej o Cichociemnych [Link].

Wyjątkowy „Puchacz”

Z dwóch powodów „Puchacz” był wyjątkowy. Należał do pięciu najdalej na wschód wysuniętych zrzutowisk. W odróżnieniu od zdecydowanej większości pozostałych placówek, te pod Siedlcami obsługiwali żołnierze Batalionów Chłopskich, a nie Armii Krajowej.

Historyk wojskowości Hubert Królikowski w publikacji „Zrzut na placówkę „Puchacz”: o o zrzutach i placówkach odbiorczych w powiecie siedleckim podczas II wojny światowej” (Szkice Podlaskie t. 14 z 2006 r.) skrupulatnie zebrał wszystkie zdokumentowane wcześniej relacje uczestników wydarzeń z czasów II wojny światowej.

Dzięki temu powstała bardzo ciekawa lektura. Do szczegółów trzeba jednak podchodzić z dystansem, gdyż wyraźnie widać, że czas zamazywał pamięć świadków i częściowo mieszał poszczególne zdarzenia. To zrozumiałe zarówno ze względu na mijające lata, jak i olbrzymie emocje towarzyszące działalności podziemnej w czasie II wojny światowej, za którą groziła kara śmierci dla konspiratora, a nierzadko dla całej jego rodziny.

Co łączy Cichociemnych i Wojska Obrony Terytorialnej? [Link]




Ból. Mocna opowieść o rannych i medykach na wojnie

Wszystko o najnowszej książce Jarosława Rybaka




Wspomnienia „Zielonego”

Czytając wspomnienia Stanisława Jaszczuka ps. „Zielony”, który dowodził zabezpieczającymi zrzut żołnierzami BCH z podokręgu Siedlce, możemy dowiedzieć się, jak wyglądało przygotowanie miejsca przyjęcia „przesyłek”.

Już w 1941 r. Komenda Główna BCh poleciła przygotować pięć zrzutowisk w okolicach Siedlec. W sporej odległości od domostw trzeba więc było znaleźć rozległy i płaski teren. „Puchacz” doskonale spełniał wszystkie warunki. Pola znajdowały się jakieś 2-3 km od maleńkiej wioski Łepki Stare. Okoliczne zagajniki pozwalały na ukrycie się konspiratorów działających w dzień.

Gdy lokalizacje zrzutowisk zostały zatwierdzone należało przygotować załogę odbiorczą.

Każdy zrzut zabezpieczało co najmniej 25 ludzi. 12 z nich wskazywało pilotom kierunek wiatru. Ustawiali się w kształcie strzały (z grotem w kierunku wiejącego wiatru). W jednej ręce każdy z nich trzymał latarkę świecącą na biało, w drugiej – na czerwono. Dzięki nim nawigator wiedział jak ustawić samolot do zrzutu.

Reszta konspiratorów zajmowała miejsca na posterunkach prowadzących do zrzutowiska. Kilku czekało z furmankami do przewozu ciężkich zasobników.

W chałupach w wiosce – w odwodzie – pozostawało kilku kolejnych konspiratorów.

Zobacz zrzutowisko „Puchacz”

  • Wjazd do Łepek Starych.
  • Widok z okolic zrzutowiska w kierunku Łepek Starych.
  • Panorama zrzutowiska „Puchacz”.
  • Panorama zrzutowiska „Puchacz”.
  • Panorama zrzutowiska „Puchacz”.
  • Panorama zrzutowiska „Puchacz”.
  • Miejsce pamięci z obeliskiem odsłoniętym w 2017 r. z inicjatywy mieszkańców Łepek Starych.
  • Obelisk ustawiono naprzeciw szkoły.
  • Napis na obelisku upamiętniający wydarzenia z lutego 1943 r.
  • Domy w centrum wsi – świadkowie zdarzeń z czasów II wojny światowej.
  • Domy w centrum wsi – świadkowie zdarzeń z czasów II wojny światowej.
  • Domy w centrum wsi – świadkowie zdarzeń z czasów II wojny światowej.

Jak konspiratorzy dowiadywali się o zrzucie?

„Zielony” wspomina, że najważniejszą rolę odgrywało zwykłe radio. Już na początku okupacji Niemcy zarekwirowali wszystkie radioodbiorniki. A za znalezienie ukrytego groziły drakońskie kary: od wysłania gospodarza do obozu koncentracyjnego po rozstrzelanie całej rodziny. Tymczasem konspiratorzy musieli codziennie słuchać wiadomości BBC, a szczególnie uważnie wsłuchiwać się w polskie piosenki nadawane po wiadomościach.

Każda placówka miała przypisaną własną melodię. Ta dowodzona przez „Zielonego” oczekiwała na piosenkę „Wojenko, wojenko”. Gdy więc rozgłośnia w Londynie ją wyemitowała – oznaczało to, że za siedem dni będzie zrzut. Powtarzano ją w kolejnych dniach po wiadomościach. W przeddzień zrzutu dodawano kolejną zwrotkę. Natomiast w dni zrzutu piosenka stawała się „przebojem dnia” – emitowano ją wielokrotnie. Jeśli samolot zawracał z trasy piosenka urywała się. Konspiratorzy mogli zejść ze stanowisk.

Ponieważ obowiązywała zasada, że każdy zrzut muszą zabezpieczać dwie placówki, w nocy z 16 na 17 lutego 1943 r. „Puchacz” pełnił rolę placówki zapasowej. Ta główna znajdowała się w odległości ok. 80 km, w pobliżu Mińska Mazowieckiego.

W okolicach Starych Łepek noc była spokojna, gdyż zrzut przyjęto pod Mińskiem Mazowieckim.

W oczekiwaniu na ekipę XXI

Kolejnej nocy ekipa znowu wyruszyła na pola. „Puchacz” miał być bowiem głównym zrzutowiskiem. W środę 17 lutego 1943 r. o g. 18.40 z lotniska Tempsford w Wielkiej Brytanii wystartował Halifax z ekipą XXI ekipa Cichociemnych. W jej skład wchodzili: por. Piotr Szewczyk „Czer”, por. Józef Czuma „Skryty”, ppor. Jacek Przetocki „Oset” i ppor. Tadeusz Benedyk „Zahata”.

Oprócz wyposażenia osobistego skoczkowie mieli na sobie pasy z astronomiczna sumą 229 tys. dolarów. Dodatkowo samolot miał na pokładzie osiem zasobników ze sprzętem, bronią i amunicją.


Mjr Piotr Szewczyk (1908 – 1988) posługiwał się sześcioma nazwiskami oraz czterema pseudonimami. Przed wojną był policjantem. Potem żołnierzem, kurierem i Cichociemnym. W czasie akcji „Burza” walczył we Lwowie. We wrześniu 1944 r. wstąpił do II Armii WP. Wyznaczono go na komendanta obozu dla żołnierzy AK… Po wojnie został skazany na karę śmierci. O ułaskawieniu dowiedział się po trzech latach pobytu w celi śmierci. Jako wróg ludu praktycznie do śmierci był pod obserwacją Służby Bezpieczeństwa.

Wkrótce szerzej przedstawię tęgo niezwykłego człowieka.


Po prawie 13 godz. lotu ciemna sylwetka bombowca pojawiła się nad Łepkami. Gdy konspiratorzy usłyszeli ciche mruczenie silników, przystąpili do pracy.

Na ziemi działaniami kierował przedstawiciel Delegatury Rządu na Kraj. Nazywano go „Mrugaczem”, gdyż to on wydawał rozkaz nadawania sygnałów świetlnych. Po zapaleniu „strzały” samolot odpowiedział dwoma krótkimi błyskami reflektorów pokładowych. Dzięki temu pilot obniżył lot i dokonał zrzutu. Najpierw pokład opuściły zasobniki, a przy drugim nalocie – ludzie.

Pomimo dobrej widoczności załoga zbyt obniżyła lot i niedostatecznie zredukowała prędkość. Dlatego „Czer” i „Skryty” ciężko poturbowali się przy lądowaniu. W zasobnikach nie zdążyły się zaś w pełni rozwinąć spadochrony.

Ponieważ Stanisław Jaszczuk nie wspomina, jak wyglądała pierwsza noc Cichociemnych na ojczystej ziemi, możemy się tylko domyślać, że „ptaszkom” (jak popularnie nazywano przybyłych) zorganizowano partyzanckie powitanie.

Skoczków w miarę szybko wyekspediowano do Warszawy, a zasobniki ukryto w stodołach i oborach. Zaś spadochrony posłużyły do szycia koszul.

Jak wyglądały koszule szyte ze spadochronów? [Link]

Jak dotrzeć na zrzutowisko?

Miejscowość znajduje się niedaleko Siedlec, między Łosicami i Mordami. Nawigacja Google wskaże najlepszy dojazd.

Wojenna historia jest żywa wśród mieszkańców Łepek Starych. Dlatego we wrześniu 2016 r. odsłonięto tam obelisk upamiętniający zrzut ekipy Cichociemnych i przyjmujących ich żołnierzy Batalionów Chłopskich. Pomnik znajduje się przy szkole, praktycznie na pograniczu wsi.

Dotarcie na zrzutowisko wymaga większego wysiłku. Przy domu nr 37 trzeba skręcić w polną drogę prowadzącą w kierunku lasu. Po deszczach i w czasie roztopów warto mieć na sobie kalosze, gdyż ziemia jest bardzo mocno błotnista. Mijamy chlewnię, potem nowoczesne kurniki. Przechodzimy przez kilkudziesięciometrową linię drzew i jesteśmy na miejscu zrzutowiska „Puchacz”.