Książka o rannych na wojnie w Afganistanie i medykach, którzy ich ratowali to mocna opowieść. To kilkanaście historii walki o życie, pokazanych z dwóch perspektyw: rannego żołnierza i ratujących go medyków. Na tym polega wyjątkowość najnowszej książki Jarosława Rybaka, autora popularnych książek o polskich jednostkach specjalnych.

Materiały do napisania „Bólu” autor zbierał w latach 2012-2017. Nigdy by mu się to nie udało, gdyby nie dwie okoliczności. Od 1997 r. pisze o wojsku. Jest pierwszym dziennikarzem, któremu odznaki honorowe przyznały najlepsze polskie oddziały specjalne: GROM i Jednostka Wojskowa Komandosów z Lublińca. Obserwował żołnierzy w Kosowie, Macedonii, Bośni, Kuwejcie, Kongu, Iraku, Afganistanie. Tam zobaczył, że im trudniejsza misja, im łatwiej zostać rannym, tym medycy mają na niej wyższy status. Oni ratują innym życie.

Autor przez kilka lat odpowiadał za komunikację społeczną Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Dzięki temu mógł przeprowadzić dziesiątki rozmów z personelem medycznym i rannymi. Dlatego brał udział w ćwiczeniach i konferencjach, obserwował chirurgów w czasie operacji. W efekcie powstał reportaż, który można czytać również jako kompendium wiedzy o historii i współczesności medycyny wojskowej.

Premiera ebooka: 11 grudnia 2020 r.

Wysyłka wersji drukowanej: od 28 grudnia 2020 r.

Poznaj niektórych bohaterów książki


Kpr. Jakub Tynka, postrzelony 4 lipca 2012 r.:

„Upadłem. Otworzyłem tylko oczy i czułem się totalnie bezsilny. Nie miałem siły nawet palcem ruszyć. Pomyślałem: Boże ja nie chcę jeszcze umierać! Straciłem przytomność. Wiem, że to niedorzeczne, ale zobaczyłem mojego nieżyjącego brata. Co jakiś czas klepał mnie po ramieniu i mówił, że będzie dobrze.”

Jakuba operował ppłk dr Robert Brzozowski:

„Zastanawiałem się, czy do szpitala doleci żywy. Postrzały w szyję należą do jednych z najcięższych obrażeń. To ze względu na skupienie, w ciasnej przestrzeni, wszystkich organów ważnych dla życia. Kuba trafił na stół w bardzo poważnym stanie. W czasie takich zabiegów zawsze mam świadomość, że w kącie sali operacyjnej siedzi śmierć. Siedzi i czeka na mój błąd.”


Sierż. Andrzej Skrajny, ranny w wybuchu ajdika 23 października 2011 r.:

„Wspierałem się na łokciach, żeby nie wpaść do środka Rosomaka. W lewej nodze czułem odrętwienie i mrowienie jednocześnie, jak po mocnym uderzeniu o ścianę. Szarpałem, żeby uwolnić prawą, ale złamana kość zahaczyła o metalowy element i blokowała ruchy.”

Andrzeja operował ppłk lek. Marcin Wojtkowski:

„Mariusza nie udało się uratować, więc ja skupiłem się na Andrzeju. Obie nogi rannego wyglądały makabrycznie, ale w gorszym stanie była prawa, bladosina, bardzo mocno pokiereszowana. Widać było zgruchotane i poprzemieszczane kości, wystawały połamane piszczele. Siła eksplozji obróciła stopę o 180 stopni. Wszystko wskazywało na to, że trzeba ją amputować.”


Urszula Marszałkowicz-Flis, pielęgniarka:

„Rafała nie zapomnę do końca życia. Jak go zobaczyłam, wydawało mi się, że nie przeżyje do następnego dnia. Wybuch 200-kilogramowego ajdika połamał mu prawie wszystkie żebra, kręgosłup w sześciu, a lewą rękę w siedmiu miejscach, uszkodził płuca, śledzionę.”


Ppłk Andrzej Pawelski, dowódca żołnierza poległego 6 sierpnia 2010 r.:

„Wiedziałem, że nie damy rady wyciągnąć Darka przygniecionego Rosomakiem. Powtarzał, że go boli. Obmyłem mu twarz z kurzu i piasku. Przyłożyłem mu butelkę z wodą do ust, żeby się choć trochę napił. Sanitariusz podał morfinę. Popatrzyłem Darkowi w oczy, krótko się pożegnałem… Powiedziałem, żeby się trzymał… Darek odszedł w spokoju.”


Przeczytaj fragment jednego z rozdziałów

Ciekawostki o medycynie pola walki

„Ból” to nie tylko reporterski zapis traumatycznych historii z Afganistanu. To również kompendium wiedzy o medycynie pola walki, strukturze służb medycz­nych Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie oraz mnóstwo ciekawo­stek związanych z historią i współczesnością.

■ Kto ma większe szanse na przeżycie: ofiara wypadku drogowego w Europie czy żołnierz ciężko ranny w Afganistanie?

Brytyjscy specjaliści oszacowali, że w Afganistanie ratowano co czwartego poważnie poszkodowanego, który z podobnymi obrażeniami nie miałby szans przeżycia, gdyby uległ wypadkowi w spokojnym i wysoko rozwiniętym państwie, jakim jest Wielka Brytania. Dlatego w typowym angielskim szpitalu szansę przeżycia miałoby zaledwie kilka procent ciężko rannych, których uratowano w maleńkich placówkach polowych rozrzuconych w bazach sił koalicji antytalibskiej.

■ Kiedy w literaturze pojawiła się pierwsza wzmianka o stresie posttraumatycznym (PTSD)?

Homer jest autorem pierwszego tekstu na temat stresu posttraumatycznego. Opisuje małżeństwo: Odyseusza i Penelopę. On wyruszył na długą wojnę. Gdy wrócił, był nie do poznania. Męczyły go koszmary senne, nie potrafił porozumieć się z najbliższą kiedyś osobą. Nie mogąc więc znaleźć sobie miejsca w domu, znowu wyruszył na wojnę.

■ Jak zabijali średniowieczni rycerze?

80 proc. rycerzy było praworęcznych, więc po uderzeniu mieczem rana zaata­kowanego zaczynała się najczęściej po lewej stronie u podstawy szyi, a kończyła na mostku. Dlatego ostrze uszkadzało tętnicę podobojczykową lewą, której przecięcie powoduje utratę przytomności w ciągu kilku sekund. Po zadaniu takiego ciosu nawet najlepiej wyszkolony, współczesny zespół ratowników pola walki nie jest w stanie uratować poszkodowanego.

■ Czy plastikowa butelka z wodą może zabić?

W momencie eksplozji ajdika bardzo niebezpieczna jest broń nieprzymocowana do specjalnych uchwytów w przedziale załogi. Dlatego Beryl trzymany na kolanach może – w efekcie przejęcia części energii eksplozji – spowodować poważniejsze rany u siedzą­cych wewnątrz Rosomaka niż bezpośrednio sama detonacja. Z tego samego powodu położona luzem butelka wody może stać się zabójczym pociskiem ważącym 300 kilo­gramów. Obrażenia mogą powstać także po zderzeniu z rękami czy nogami sąsiadów.

■ Skąd wywodzi się chirurgia estetyczna?

W czasie I wojny światowej pojawił się nowy problem: jak pomóc tysiącom młodych ludzi – ofiarom broni chemicznej, których ciała, szczególnie dłonie i twarze były potężnie oszpecone, uniemożliwiały normalne funkcjonowanie? Potężne blizny zasłaniano indywidualnie wykonywanymi maskami przypominającymi ludzką skórę. Równocze­śnie rozwinęła się też medycyna rekonstrukcyjna. Celebryci korzystający dziś z usług chirurgów plastycznych nie mają pojęcia, że podstawowe zasady w tej gałęzi medycyny, opracowane ponad 100 lat temu, są stosowane do dziś.

■ Dlaczego zaprzestano używać wrzącego oleju do polewania ran?

Pod koniec średniowiecza powszechnie używano wrzącego oleju i rozpalonego żelaza do przyżegania ran. Dlatego chirurdzy wierzyli, że to skleja brzegi poszarpanego ciała. Faktycznie jednak powodowało martwicę, od niej zaś tylko krok do zakażeń i śmierci. Kres tej technice dał przypadek podczas oblężenia Turynu w 1537 r. Rannych było tylu, że zabra­kło oleju! Młody francuski chirurg wojskowy Ambroise Pare był przerażony! Szybko jednak okazało się, że ranni, dla których zabrakło oleju, czują się lepiej od tych, którym przyżegano rany. Z czasem zrezygnowano z „wrzących opatrunków”.

■ Czy „lepiej było” zostać rannym pod Monte Cassino, czy pod Arnhem?

To z pozoru absurdalne pytanie, ale chodzi w nim o wykorzystanie antybiotyków. Nasi żołnierze pierwszy raz z penicyliną zetknęli się w czasie bitwy o Monte Cassino. Ponieważ lek był rzadkością, stosowano go tylko w ciężkich przypadkach. Produkcja leku ruszyła tak intensywnie, że do 6 czerwca 1944 r., gdy alianci lądowali w Normandii, starczało go dla każdego potrzebującego, a katalog zastosowań znacznie rozszerzono. Z tego powodu z penicyliną nie było problemu w czasie desantu pod Arnhem, we wrześniu 1944 r. Warto zauważyć, o ile zwiększyły się szanse przeżycia rannego spadochronia­rza pod Arnhem od poszkodowanego żołnierza walczącego o Monte Cassino. A trzeba pamiętać, że obie te bitwy dzieliło zaledwie kilka miesięcy.

■ Jakie siły oddziałują na człowieka po eksplozji ajdika?

Jeśli samochód osobowy, mający na liczniku zaledwie 64 kilometrów na godzinę, czołowo zderzy się z drzewem, na pasażerów działają przyspieszenia osiągające 30-krot­ność przyspieszenia ziemskiego. Więcej niż na katapultującego się pilota samolotu nad­dźwiękowego! Przy takich prędkościach pasażerowie odnoszą bardzo poważne obraże­nia wielonarządowe, a nawet giną na miejscu. Ale to i tak nic w porównaniu z eksplozją ajdika. Wtedy prędkości i siły dochodzą do 300-krotności przyspieszenia ziemskiego.


Wydawnictwo: Creatio PR
Warszawa 2020
Numer ISBN: 978-83-932658-3-1
Stron: 272

Partnerzy publikacji

Do pobrania dla dziennikarzy i dystrybutorów