Ucharakteryzowani na żołnierzy US Army, z amerykańską bronią zdobytą przez wywiad, w Dziwnowie komandosi szkolili się do ataku na NATO. Fot. Janusz Tomczak, koloryzacja Marcin Kazuch.

Spotkanie specjalsów w Dziwnowie. Między 22 a 24 sierpnia 2025 r. odbył się XVI Festyn Komandosa

Świętowali żołnierze z supertajnego 1. Batalionu Szturmowego z Dziwnowa. W czasach Ludowego Wojska Polskiego mieli zdobywać Europę Zachodnią. Po zmianie systemu zbudowali zaś podwaliny jednostki specjalnej w Lublińcu, a potem GROM-u. Od 22 do 24 sierpnia w Dziwnowie odbył się kolejny Festyn Komandosa – spotkanie żołnierskich pokoleń i fanów sił specjalnych. Tradycyjnie byli przedstawiciele wojskowych oddziałów specjalnych, weterani specsił, rekonstruktorzy i sympatycy wojska. To największa w Polsce impreza promująca Wojska Specjalne.

W czasie wojny Układu Warszawskiego z NATO nasze siły zbrojne miały wystawić „front polski”. Gdyby doszło do konfliktu zbrojnego, kilkaset kilometrów przed nacierającymi Polakami operowałyby kilkuosobowe grupy komandosów z 1. Batalionu Szturmowego z Dziwnowa. Szkolono ich m.in. do neutralizacji broni jądrowej, likwidacji stanowisk dowodzenia, dywersji i sabotażu oraz organizowania oddziałów partyzanckich na głębokich tyłach przeciwnika.

1. Batalion Szturmowy (1.BSz.), czyli Jednostkę Wojskową o numerze 4101, powołano 3 września 1964 r. Powstał na bazie 26. Batalionu Rozpoznawczego 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej w Krakowie. Przed ponad 60. laty ten pododdział wydzielono ze składu „Czerwonych Beretów” i – z grodu Kraka – przeniesiono do Dziwnowa na wyspie Wolin. Stacjonował tam ponad 20 lat.

1. Batalion Szturmowy z Dziwnowa. Jak powstał?

Rozkazem Szefa Sztabu Generalnego nowa formacja została operacyjnie podporządkowana Zarządowi II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego oraz Inspektoratowi Szkolenia Sztabu Generalnego LWP. W ten sposób JW 4101 stała się jednostką samodzielną i głęboko utajnioną. W czasie konfliktu zbrojnego supermocarstw jej żołnierze mieli operować na „zachodnioeuropejskim teatrze działań wojennych”, czyli m.in. na obszarze Niemiec Zachodnich, Belgii i Holandii.

Kilka lat po powołaniu JW 4101 stworzono system sił specjalnych LWP. Powstała wtedy spójna koncepcja prowadzenia operacji specjalnych na szczeblu państwa. Do niej dostosowano zadania, szkolenie i wyposażenie poszczególnych elementów. (Warto podkreślić, że od upadku Muru Berlińskiego mamy w armii problem ze stworzeniem analogicznych – prostych i jasnych – zasad współpracy sił specjalnych z wojskami regularnymi).

Skoki spadochronowe. W dole widać Dziwnów.
Skoki spadochronowe. W dole widać Dziwnów.

System jednostek specjalnych LWP. Jak wyglądał?

W czasie wojny Układu Warszawskiego z NATO mieliśmy wystawić „front polski”. Z planów wynikało, że będzie się składał z dwóch armii pierwszego rzutu (zbudowanych na bazie dywizji Pomorskiego oraz Śląskiego Okręgu Wojskowego). Zaś armię rezerwową przygotowywał Warszawski Okręg Wojskowy.

Do tej koncepcji dostosowano strukturę jednostek specjalnych. Oddziałem działającym na rzecz całego frontu był 1.BSz. Natomiast poszczególne armie miały „armijne” kompanie specjalne, każda dywizja posiadała „dywizyjną” speckompanię.

W dokumentach i wspomnieniach pojawiają się różne odległości – od wojsk własnych – w jakich poszczególne jednostki miały działać. Upraszczając, można przyjąć, że 1.BSz. operowałby powyżej 400 km od linii frontu. Specjednostkom armijnym przydzielono dystanse od 50 do 400 km. Natomiast odległości między 50 a 100 km „zarezerwowano” dla dywizyjnych pododdziałów specjalnych. Analitycy obliczali, że kilkuosobowa grupa specjalna z Dziwnowa obejmie swym działaniem obszar o powierzchni 300 km kwadr, armijna – 200 km kwadr., a dywizyjna – 25-50 km kwadr.

– Rozbieżności biorą się z tego, że w różnych okresach różnie liczono głębokość operacji, na jakiej miały działać front i armie polskie. W latach 70. mieliśmy dotrzeć w trzy miesiące do Zatoki Biskajskiej, położonej przy wybrzeżu Francji i Hiszpanii. Według planów z późniejszych lat, ten cel należało osiągnąć zaledwie w kilka tygodni. Skrócenie czasu powodowało wydłużenie odległości – tłumaczył przed laty prof. dr hab. Henryk Hermann, specjalista historii sztuki wojennej, wieloletni wykładowca Akademii Obrony Narodowej w Warszawie.

Zaś rozpoznanie na szczeblu Północnoeuropejskiego Teatru Działań Wojennych (w skład, którego wchodził „front polski”) zapewniała Moskwa.

Nie było ścisłego podziału geograficznego terenu, który mieli atakować Polacy. – Wszystko zależało od rozmieszczenia sił NATO. Szacowano, że armia nie może atakować sił większych niż korpus. Dlatego przesunięcie choćby jednej dywizji z wrogiego korpusu powodowało, że w dany region miano rzucać różne siły – wyjaśniał prof. Hermann.

Lądowanie żołnierza 1. BSz.
Szkolenie żołnierzy 1. BSz.

Zadania jednostek specjalnych LWP. Jak je podzielono?

Struktury i zadania poszczególnych specjednostek zmieniały się, ale zawsze były spójne i dostosowane do aktualnych potrzeb.

● Jednostka „frontu polskiego” – 1. Batalion Szturmowy

Jego żołnierze byli szkoleni przede wszystkim do rozpoznania i niszczenia „środków napadu jądrowego”. Ćwiczono to przynajmniej do 1985 r. Grupy wykonujące takie zadania mogły być przekazywane pod dowództwo radzieckie. Komandosi mieli również likwidować stanowiska dowodzenia, prowadzić zwiad, rozpoznanie, dywersję i sabotaż na głębokich tyłach przeciwnika oraz organizować działania partyzanckie.

Ciekawy był system wyposażenia i uzbrojenia specjednostek. JW 4101 zawsze posiadała najnowocześniejszy sprzęt. Gdy na stan wojska wchodziły nowsze modele, jednostka z Dziwnowa przekazywała wcześniej używany sprzęt do kompanii armijnych, a te – analogicznie – swój do pododdziałów specjalnych dywizji. Dlatego komandosi z Dziwnowa jako pierwsi otrzymali pistolety P-64, pistolety maszynowe PM-63 „Rak” (nazwa od „Ręczny Automat Komandosa”) czy korzystali ze śmigłowców Mi-8. W powszechnym użyciu były noktowizory oraz tłumiki strzału PBS-1 do karabinków kałasznikowa. Posiadali też radiostacje R350 do szybkiej telegrafii o zasięgu do 3 tys. km oraz R352 do łączności wewnątrz grupy.

W czasie „W” batalion miał liczyć ok. 700 żołnierzy.

Średni czas przeżycia grupy na obszarze przeciwnika szacowano na 10-12 dób.

● Jednostki armii – 62. Kompania Specjalna z Bolesławca, 56. KSpec z Bydgoszczy / Szczecina, 48 KSpec. z Krakowa

Powstały w 1967 r. Miały takie same struktury, wyposażenie, uzbrojenie, przeznaczenie i zakres działań. Podobnie się szkoliły. Inne było tylko ich przyporządkowanie i planowany obszar działania. Etat czasu „P” przewidywał 110 żołnierzy. Ale na czas „W” był rozbudowywany do 252 ludzi. Kompanie wystawiały po 12 7-8 osobowych grup rozpoznawczych oraz po 3 grupy płetwonurków, liczące po 8 żołnierzy.

Średni czas działania grupy na obszarze przeciwnika szacowano na 3-5 dób.

Lądowanie śmigłowca Mi-4 w „terenie przygodnym” po grupę specjalną płetwonurków.
Lądowanie śmigłowca Mi-4 w „terenie przygodnym” po grupę specjalną płetwonurków.
● Jednostki dywizji – dywizyjne kompanie specjalne

Natomiast „najkrótsze” dystanse na tyłach przeciwnika „zarezerwowano” dla pododdziałów specjalnych funkcjonujących w batalionach rozpoznawczych dywizji pancernych i zmechanizowanych. Takie kompanie powstały w 1974 r. Liczyły po 35 żołnierzy podzielonych na 5 grup specjalnych, każda po 5 żołnierzy oraz drużynę łączności (6 ludzi) i czteroososbowe dowództwo.

W odróżnieniu od grup frontowych i armijnych, dywizyjne miały przenikać w rejon zadań drogą lądową, m.in. na transporterach opancerzonych. Więc szkolenie spadochronowe było tam marginalizowane.

Czas przeżycia grupy na wrogim terenie szacowano na 1-3 dni.

Układanie spadochronów. W tle widać budynek koszar 1. BSz.
Układanie spadochronów. W tle widać budynek koszar 1. BSz.

Jednostki specjalne LWP. Jak się sprawdziły?

W latach 70. kładziono nacisk na działania sił specjalnych w terenie zurbanizowanych, a nie – jak wcześniej – w lasach. Szacowano, że w celu sparaliżowania półmilionowego miasta wystarczą dwie grupy specjalne, które wykonywać będą zadania o charakterze terrorystycznym.

Na przełomie 1993 i 1994 r. Szef Sztabu Generalnego WP rozkazał rozwiązać wszystkie, wspomniane wyżej, jednostki specjalne. A ich zadania przejęła JW 4101, rozbudowana z batalionu do wielkości pułku. Obecnie JW 4101 to Jednostka Wojskowa Komandosów. Stacjonuje w Lublińcu i jest najstarszą polską formacją sił specjalnych.

Z perspektywy minionych dekad nie da się wysnuć czarno-białych wniosków dotyczących sił specjalnych z czasów LWP. Ponieważ zawsze i wszędzie wykonują one zadania o charakterze militarnym oraz politycznym. Dlatego na historię warto więc spojrzeć przez ten pryzmat.

Jeśli chodzi o wymiar militarny – były zorganizowane optymalnie jako bardzo skuteczne formacje jednorazowego użytku. Nie przewidywano bowiem ewakuacji grup przerzuconych na tyły przeciwnika. Po wykonaniu zadania komandosi mieli samodzielnie przenikać przez linię frontu lub w ukryciu czekać na własne oddziały. Do tego dostosowano szkolenie oraz wyposażenie. Niestety, im więcej czasu upływało od zakończenia II wojny światowej (czyli im bardziej decydenci zapominali o wymaganiach realnego pola walki), tym bardziej oddziały dostosowywano do wymogów armii świetnie prezentującej się na poligonach, ale nie w warunkach wojny.

Ucharakteryzowani na żołnierzy US Army, z amerykańską bronią zdobytą przez wywiad, w Dziwnowie komandosi szkolili się do ataku na NATO. Fot. Janusz Tomczak, koloryzacja Marcin Kazuch.
Ucharakteryzowani na żołnierzy US Army, z amerykańską bronią zdobytą przez wywiad, w Dziwnowie komandosi szkolili się do ataku na NATO. Fot. Janusz Tomczak, koloryzacja Marcin Kazuch.

Jednostki specjalne LWP. Jak je oceniać?

Patrząc przez pryzmat współczesnej polityki – oddziały specjalne LWP używano w operacjach, które były antydemokratyczne. W 1968 r., w czasie inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację, komandosi wprowadzali jednostki pancerne i zmechanizowane do tego kraju. Zaś w czasie stanu wojennego (w latach 1981-83) grupy specjalne wykorzystywano m.in. do rozpoznawania sytuacji w wielkich, strajkujących zakładach przemysłowych, do skrytej ochrony wybranych miejsc czy do pokazów siły w czasie demonstracji robotniczych. Warto zaznaczyć, że z perspektywy wojskowej wszystkie te działania zostały wykonywane sprawnie i bez strat.

Nie mielibyśmy obecnych Wojsk Specjalnych, gdyby nie funkcjonował system specsił z czasów LWP. Po rozwiązaniu – w 1994 r. – oddziałów specjalnych z czasów LWP i powołaniu 1. Pułku Specjalnego w Lublińcu, spora grupa komandosów z Dziwnowa budowała markę tej specjednostki. Z czasem niektórzy z nich – od 1990 r. – zaczęli przechodzić do nowopowstałej jednostki GROM. Część dziwnowskich specjalsów zasiliła też szeregi Formozy.

Zaproszenie na Dzień Spadochroniarza organizowany w czasie Festynu Komandosa.
Zaproszenie na Dzień Spadochroniarza organizowany w czasie Festynu Komandosa.

Festyn Komandosa. Co to jest?

Tradycyjnie w ostatni weekend sierpnia, w kolejną rocznicę powstania JW 4101 świętowali uczestnicy Festynu Komandosa w Dziwnowie. To impreza organizowana – od początku z inicjatywy byłego szefa sztabu 1. BSz., płk. Witolda Brzozowskiego – przez żołnierzy tej formacji. W ciągu kilkunastu lat istnienia, z niewielkiej uroczystości dla weteranów 1. Batalionu, festyn stał się miejscem spotkań praktycznie wszystkich środowisk żołnierzy polskich sił specjalnych. Zarówno byłych, jak i obecnych.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Szczegóły znajdziesz w „Tajemnicach militarnego Dziwnowa” [Link].

Tajemnice militarnego Dziwnowa - okładka przewodnika.
Tajemnice militarnego Dziwnowa – okładka przewodnika.

Zdjęcia: Janusz Tomczak, koloryzacja Marcin Kazuch.