Gen. broni Waldemar Skrzypczak (1956 – 2025). Fot. Forum Ekonomiczne

Gen. broni Waldemar Skrzypczak (1956–2025)

Dobrych żołnierzy i wybitnych dowódców poznaje się w sytuacjach ekstremalnych. Dlatego Waldemar Skrzypczak doskonale radził sobie dowodząc kolejnymi formacjami. Ale najtrudniejszą walką była ta wielomiesięczna, z ciężką chorobą. Walczył do końca, a swoich najbliższych spokojnie przygotowywał na najgorsze. Mimo coraz mocniej rozwijającej się choroby był aktywny, udzielał się publicznie. Postronni rozmówcy nie mogli zauważyć, że stoi przed nimi człowiek walczący o życie.

„Pewno pan nie wie, ale jestem ciężko chory. Pierwsza terapia nie przyniosła efektu, ale właśnie wracam z wynikami z pierwszego zabiegu nową metodą. Wygląda to lepiej, ale zobaczymy, jak będzie” – powiedział mi, gdy wczesną wiosną tego roku spotkaliśmy się na kawie. Szczegółowo opowiedział o o problemach ze zdrowiem, potem płynnie przeszedł do planowania naszego wspólnego wystąpienia w czasie Europejskiego Kongresu Samorządowego. [Przeczytaj więcej].

  • Grób Waldemara Skrzypczaka w dniu pogrzebu, 25 lipca 2025 r.
  • Grób Waldemara Skrzypczaka w dniu pogrzebu, 25 lipca 2025 r.

Znałem Waldemara Skrzypczaka ponad 20 lat, najintensywniej współpracowaliśmy, gdy – w latach 2007-2010 – byłem rzecznikiem prasowym Ministerstwa Obrony Narodowej, potem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Widziałem Generała w wielu trudnych sytuacjach, ale to spotkanie zrobiło na mnie największe wrażenie.

Jak przystało na dobrego żołnierza i doskonałego dowódcę, ani na moment nie tracił zimnej krwi i liczył, że terapia skończy się sukcesem. Miał jednak świadomość na co choruje, więc jednocześnie przygotowywał rodzinę i znajomych na to, że walkę może przegrać.

Lato 2007 r. na jednym z poligonów. Od lewej: Jarosław Rybak, gen. Waldemar Skrzypczak, minister obrony Aleksander Szczygło, gen. Tadeusz Buk, gen. Włodzimierz Potasiński (zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem w 2010 r.). Fot. Jarosław Wiśniewski
Lato 2007 r. na jednym z poligonów. Od lewej: Jarosław Rybak, gen. Waldemar Skrzypczak, minister obrony Aleksander Szczygło, gen. Tadeusz Buk, gen. Włodzimierz Potasiński (zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem w 2010 r.). Fot. Jarosław Wiśniewski

Waldemar Skrzypczak. Zawsze blisko żołnierzy

W 1976 r. trafił do Wyższej Szkoły Wojsk Pancernych w Poznaniu. Od początku dał się poznać jako doskonały żołnierz. Jego oficjalny życiorys można odnaleźć w internecie, więc wolę przytoczyć kilka epizodów, które obrazują, jakim był człowiekiem.

Gdy w 2003 r. został dowódcą 11. Dywizji Kawalerii Pancernej, sztabowcy przeżyli szok. Przyszedł dowódca, który potrafił rozmawiać z szeregowcami i jeść z nimi na stołówce, zapytać o jakość jedzenia i szkolenia. Gdy mu się spieszyło, sam przychodził do pokoju podwładnego po dokumenty. Czy – dwie dekady temu – ktoś znał drugiego generała, który wpadał po coś do pokoju majora?

Podwładnych witał hasłem „czołem nieroby” (wszyscy wiedzieli, że było to z sympatią). Bardzo nie lubił potakiwaczy. O tych, którzy zawsze zgadzali się z przełożonymi mówił „i ciągle merdają tymi swoimi ogonkami”.

Miał doskonałą pamięć, z łatwością rozpoznawał dawnych podwładnych. Często też wykorzystywał opinie żołnierzy do opisywania potrzeb wojska. W czasie wizyt w jednostkach czy w kontyngentach ileś razy słyszałem, jak mówił: „choć tu żołnierzu, zamelduj ministrowi jak sprawa wygląda”.

Gdy latał do kontyngentów w Iraku czy Afganistanie, zabierał „małpinę”, czyli porządne wojskowe konserwy. Rozdawał je potem żołnierzom. Pamiętam święto 3 maja 2007 r., kiedy razem wchodziliśmy do Pałacu Prezydenckiego. Hostessy częstowały krówkami w ozdobnych, okolicznościowych opakowaniach. Generał zapytał, czy te cukierki, które zostaną mógłby sobie zabrać. Zdziwionym hostessom wyjaśniał, że następnego dnia lecimy do Iraku i tam rozda je żołnierzom.

Był wybitnym dowódcą, nie bał się odpowiedzialności. Jak przystało na pancerniaka, wolał atakować, niż się bronić. Pokazał to w Iraku, gdy w czasie IV zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, ze swoimi żołnierzami stłumił, trwającą od miesięcy, rebelię. Potem, jako dowódca Wojsk Lądowych był zwolennikiem działań ofensywnych w Iraku. Dzięki takiemu podejściu, w czasie IX zmiany PKW jego przyjaciel i podwładny – gen. Tadeusz Buk – w ciągu kilku tygodni opanował kolejna rebelię.

Waldemar Skrzypczak. Promotor służby wojskowej

Wiedział, jak ważne jest pozyskiwanie najlepszych kandydatów do służby wojskowej. Dlatego chętnie zgodził się na udział w finale „Selekcji” – imprezie o charakterze ekstremalnym, która promowała służbę w elitarnych formacjach Wojska Polskiego. Obecnie takich przedsięwzięć jest wiele, ale w 2007 r. „Selekcja” – wymyślona przez mjr. Arkadiusza Kupsa – była jedynym takim przedsięwzięciem, jednak nie cieszyła się wsparciem ze strony MON. Generał wręczał certyfikaty ukończenia, gifty oraz własne wizytówki – gdyby któryś z finalistów chciał służyć w wojsku, a miał problemy biurokratyczne – mógł zadzwonić z prośbą o sprawdzenie, dlaczego procedury formalne nie promują kandydatów po zaliczeniu bardzo ciężkiej, nieformalnej selekcji do elitarnych jednostek.

  • Lato 2007 r. Finał „Selekcji”. Od lewej: gen. Waldemar Skrzypczak, Jarosław Rybak, mjr Arkadiusz Kups – twórca tej słynnej ekstremalnej imprezy. Fot. arch. Arkadiusza Kupsa
  • Lato 2007 r. Finał „Selekcji”. Gen. Waldemar Skrzypczak gratuluje finalistom. Fot. arch. Arkadiusza Kupsa

Był lubiany i ceniony przez dziennikarzy zajmujących się tematyką wojskową. Mówił bowiem w sposób jasny i jednoznaczny. Dlatego zdarzały mu się lapsusy. W 2007 r. prezydentem był Lech Kaczyński, a premierem Jarosław Kaczyński. To właśnie wtedy, w rozmowie z red. Andrzejem Walentkiem z „Życia Warszawy”, obrazowo opisywał sytuację Polaków służących na misji w Iraku. Mówił, że rebelianci „walą w nas, jak w kaczy kuper”. Redakcja zrobiła z tego określenia tytuł, co wzbudziło spore emocje wśród niektórych czytelników.

Gen. Waldemar Skrzypczak. Żołnierski życiorys

Prywatne życie miał podobne do życiorysów tysięcy żołnierzy, którzy poświęcając się służbie zaniedbywali swoje rodziny. To zaś prosta droga do rozpadu małżeństwa. Tak było w przypadku Waldemara Skrzypczaka. Mówił o tym otwarcie.

Jego pierwszą żoną była Teresa, lekarka, z którą miał syna Renarta i córkę Annę. Często powtarzał, że wszystkie medale, które wtedy dostał to zasługa żony, bo to ona dbała o rodzinę i wychowanie dzieci.

Miałem okazję poznać panią Teresę, gdy Generał zaprosił mnie swojego domu w Kołobrzegu. W ogródku stały dwa maszty. Na jednym powiewała biało-czerwona, na drugim – flaga 11. Dywizji Kawalerii Pancernej. Noc spędziłem w pokoju Renarta. Na pułkach stały modele czołgów, w biblioteczce książki o wojskach pancernych. Widać było, że – wtedy młody oficer – miłość do czołgów odziedziczył po ojcu.

Drugą żoną generała była Iwona. Ślub wzięli w 2008 r., urodziła się im córka Natalia. Zbiegło się to z odejściem Generała do cywila. To był burzliwy czas, gdyż Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji po głośnym konflikcie z ministrem obrony Bogdanem Klichem. Zdjęcie munduru umożliwiło poświęcenie całego czasu rodzinie. Z pasją zajmował się opieką nad maleńkim dzieckiem, a w sklepach poszukiwał śpioszków w kamuflażu wojskowym.

2007 r. Gen. Waldemar Skrzypczak i Jarosław Rybak w śmigłowcu. Fot. Jarosław Wiśniewski
2007 r. Gen. Waldemar Skrzypczak i Jarosław Rybak w śmigłowcu. Fot. Jarosław Wiśniewski

Gen. Waldemar Skrzypczak. Dlaczego budził kontrowersje?

Po odejściu z wojska zajmował się m.in. doradztwem dla firm z sektora bezpieczeństwa. Kilkukrotnie wchodził w politykę. Moim zdaniem niepotrzebnie – jego charakter, jednoznaczne formułowanie ocen (obie te cechy bardzo ceniłem) powodowały jednak, że się nie potrafił odnaleźć się na stanowiskach politycznych.

Niekiedy zbyt często – moim zdaniem – ulegał dziennikarzom, którzy zapraszali do komentowania aktualnych wydarzeń, w ostatnich latach głównie dotyczących wojny w Ukrainie.

Zawsze trzeba jednak pamiętać, że bezpardonowo walczył o to, żeby żołnierze w polu, czy służący na misjach zagranicznych, mieli najlepszy, dostępny sprzęt. Widziałem to, gdy starał się jak najszybciej pozyskać moździerze dla kontyngentu w Iraku, czy zimowe wyposażenie dla służących na misji w Afganistanie. Błyskawiczny efekt był dla Generała ważniejszy od drobiazgowych procedur obowiązujących w wojsku. Być może dlatego co jakiś czas znajdował się pod lupą służb.

Waldemar Skrzypczak miał tego świadomość, sam powtarzał, że na poligonach nie uczył się dyplomacji, tylko skutecznej walki.

Generał długo będzie bohaterem anegdot, plotek i niedomówień. Trafnie oddał to red. Juliusz Ćwieluch, publicysta tygodnika „Polityka”, który przez lata zajmował się głównie tematyką wojskową: „Waldemar Skrzypczak był jednym z najlepszych, ale też najbardziej barwnych polskich generałów. Szkoda, że bycie barwnym czasem przesłaniało mu bycie najlepszym”.

21 lipca 2025 r. zmarł jeden z najbardziej charyzmatycznych dowódców, twardy, ale niezwykle sympatyczny i otwarty człowiek. Wzorzec wojskowego decydenta, który przede wszystkim dbał o żołnierzy. Wielka strata.

Marzec 2025 r. Ostatni wspólny występ publiczny Jarosława Rybaka z Generałem. Fot. Forum Ekonomiczne
Marzec 2025 r. Ostatni wspólny występ publiczny Jarosława Rybaka z Generałem. Fot. Forum Ekonomiczne

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *