Rozmawialiśmy kilkanaście dni po zamachu. Leżał ciężko ranny w Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń w Gryficach. Jedyne o co poprosił, to żeby mógł wrócić do Bagdadu. Chciał dokończyć misję. Generał broni Edward Pietrzyk – były dowódca Wojsk Lądowych, polski ambasador w Iraku – ciężko ranny w zamachu w Bagdadzie – zmarł w wieku 71 lat. Był człowiekiem o niespotykanym dziś poczuciu honoru.

3 października 2007 r. Edward Pietrzyk został ciężko ranny w zamachu w Bagdadzie. Kolumnę trzech opancerzonych pojazdów zatrzymano wybuchami min-pułapek, a następnie ostrzelano z broni maszynowej. W walce zginął funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu – ppor. Bartosz Orzechowski (+29 l.), a czterech z ośmiu BOR-owików odniosło rany.

Irak, 2007 r. Od lewej: Paweł Janeczek – funkcjonariusz BOR, min. Aleksander Szczygło (obaj zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem), ambasador Edward Pietrzyk, za nim płk Piotr Błazeusz, obok Piotr Górski – funkcjonariusz BOR, który po zamachu wyprowadził rannego ambasadora z płonącego pojazdu i sam odniósł rany, gen. Paweł Lamla – dowódca kontyngentu w Iraku.

Ambasador przeżył tylko dzięki poświęceniu swojej ochrony. Pojazd, którym jeździł (miałem okazję podróżować nim kilka razy po Bagdadzie) był opancerzony, a w środku miał dodatkowe kuloodporne pudło, w które wchodzili ochraniani. Zamykała je i otwierała ochrona. W efekcie wybuchu pojazd stanął w ogniu, a ambasador mógł tylko czekać na pomoc.

Kilka miesięcy później wspominał nam to tak: „Drzwi się otworzyły i jeden z chłopaków powiedział «panie ambasadorze spierdalamy stąd». No to spierdoliliśmy”.

W ustach bardzo kulturalnego i eleganckiego mężczyzny, jakim był Edward Pietrzyk, te przekleństwa brzmiały wyjątkowo dźwięcznie.

W efekcie zamachu ambasador został ciężko ranny. Oprócz dróg oddechowych miał poparzone 25 proc. powierzchni ciała. Ewakuacją rannych oraz całej ambasady zajęło się wojsko. Osobiście zaangażował się w to minister obrony Aleksander Szczygło (który wysoko cienił generała). Operację koordynował szef sekretariatu ministra – płk Piotr Błazeusz (obecnie gen. dyw., zastępca szefa Sztabu w Naczelnym Dowództwie Sojuszniczych Sił w Europie w Mons). Jako rzecznik prasowy MON odpowiadałem za informowanie o tych działaniach.

Spotkanie w szpitalu

2007 r., baza w irackiej Diwaniji. Ambasador Edward Pietrzyk w czasie rozmowy z polskimi dziennikarzami.

Ambasador trafił do Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń w Gryficach, a ranni funkcjonariusze BOR do szpitala w Warszawie.

19 października 2007 r. Edwarda Pietrzyka odwiedził minister Aleksander Szczygło oraz gen. broni Waldemar Skrzypczak – Dowódca Wojsk Lądowych.

W szpitalu ambasador wyglądał źle. Leżał szczelnie okryty śnieżnobiałą kołdrą. Dlatego widziałem tylko ciemną poparzoną twarz i zabandażowane dłonie. Mówił z trudem, bo miał poparzone drogi oddechowe.

W czasie rozmowy kilkukrotnie powtórzył, że jak najszybciej chce wrócić do Iraku. Minister Szczygło odpowiedział kurtuazyjnie: „W takim razie spotkamy się na miejscu w Bagdadzie.”

W czasie pożegnania ambasador Pietrzyk poprosił, żeby na chwilę mógł zostać sam na sam z gen. Skrzypczakiem. Wyszliśmy. Rozmowę, która odbyła się w sali chorych można streścić krótko: „Waldek! Mówiłem poważnie. Ja tam muszę wrócić.”

Gdy amb. Pietrzyk wrócił do domu miałem zaszczyt być w wąskim gronie osób, które zaprosił, aby podziękować za pomoc w ewakuacji z Iraku. Wtedy znowu prosił Aleksandra Szczygło o możliwość powrotu do Bagdadu. Motywował to koniecznością dokończeniem postawionego mu zadania oraz honorowym zobowiązaniem wobec poległego funkcjonariusza BOR oraz ludzi, którzy w jego obronie odnieśli rany.

11 listopada 2007 r. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył ambasadora Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Zgodził się też na powrót do Iraku. To nie była łatwa decyzja, gdyż ranny nadal wymagał stałej i dobrej opieki medycznej.

Generał osiągnął cel. Wrócił do Iraku. Jednak po roku sam zrezygnował ze stanowiska. Wszystko z powodu odniesionych ran.

Podleczywszy się w Polsce, wrócił do służby w dyplomacji. W latach 2009-2014, był ambasadorem w Korei Północnej. Przed wyjazdem spotkaliśmy się w czasie jakiejś uroczystości. Byłem zdziwiony, że chce jechać na placówkę, która przez kilka lat de facto będzie aresztem domowym. A on odpowiedział: „Panie Jarku. Korea Północna to jedno z najważniejszych państw na świecie. Tam będzie dużo pracy”.

Z wojska do dyplomacji

Rozmowa w samolocie Tu-154 tuż przed wylotem z Iraku. Od lewej: min. Aleksander Szczygło, gen. David Howell Petraeus naczelny dowódca sił koalicyjnych w Iraku i amb. Edward Pietrzyk.

Edward Pietrzyk był artylerzystą, absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, Wojskowej Akademii Artylerii ZSRR oraz Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR. Ukończył też studia podyplomowe w Narodowym Uniwersytecie Obrony Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie.

W 1993 r. został generałem brygady. Tworzył Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni i został w nim zastępcą dowódcy.

Między 2000–2006 był dowódcą Wojsk Lądowych. To były początki polskich misji w Iraku i Afganistanie. Generał odpowiadał za przygotowanie kontyngentów. Z czasem podejmował decyzje ułatwiające żołnierzom nadterminowym dalszą służbę w wojsku. To miało bezpośredni wpływ na profesjonalizację Wojska Polskiego.

Zmarł 6 maja 2021 r. Generał i ambasador Edward Pietrzyk na trwale zapisał się w historii Wojska Polskiego, Biura Ochrony Rządu i naszej dyplomacji.