W mediach pojawiły się informacje o tym, że słynny boeing, którym kapitan Tadeusz Wrona lądował „na brzuchu” na warszawskim Okęciu, został pocięty na złom. „Nie było bowiem zainteresowanych, którzy chcieliby za darmo przejąć kadłub”!


Najprawdopodobniej nie jest to jednak informacja ścisła. Kadłubem była zainteresowana – i to bardzo – jednostka GROM. Maszyna miała stanąć na skraju lotniska Okęcie i służyć do szkolenia komandosów GROM-u, żołnierzy innych jednostek Wojsk Specjalnych oraz funkcjonariuszy pododdziałów antyterrorystycznych podległych MSW.
Pozostawienie „boeinga kapitana Wrony” na lotnisku nie byłoby niczym dziwnym. Od lat na skraju Okęcia stoi stary samolot pasażerski, w którym antyterroryści ćwiczą m.in. procedury związane z ratowaniem zakładników. Nowy „obiekt ćwiczebny” dawałby jednak zupełnie nowe możliwości szkolenia w najnowocześniejszych samolotach szerokokadłubowych.
Z moich informacji wynika, że dowództwo GROM-u intensywnie zabiegało o to, aby kadłub został przejęty przez wojsko. Udało się przekonać decydentów w mundurach, a nawet pozyskać przychylność kilku ministrów. Niechętnych do przekazania należy więc szukać poza resortem obrony narodowej.
Co się stało, że kadłub zamiast służyć do szkoleń, został zniszczony? Brak zrozumienia spraw związanych z bezpieczeństwem? Bezmyślność? Biurokracja? Chęć zarobienia pieniędzy na sprzedaży samolotu? Efekt jest jednak taki, że sprzęt dzięki któremu specjalsi z wojska oraz antyterroryści z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych mogli skuteczniej przygotowywać się do ratowania zakładników został zmarnowany…
Informacja o losie „boeinga kapitana Wrony” zbiegła się z inną, pozornie tylko niezwiązaną ze sferą bezpieczeństwa państwa. Otóż okazało się, że w centrum Warszawy, na dach jednego z najważniejszych urzędów w Polsce (bo takim jest Ministerstwo Gospodarki), w którym na co dzień pracuje wicepremier rządu, a tego dnia odbywała się ważna, międzynarodowa konferencja – bez problemu wdarło się kilkudziesięciu ludzi. Na szczęście nie byli to terroryści…
Ci, którzy opracowali zasady ochrony budynku Ministerstwa Gospodarki chyba nie przewidzieli, że może kiedyś jacyś źli ludzie będą chcieli go opanować.
Ci, którzy zdecydowali o pocięciu „boeinga kapitana Wrony” zapomnieli chyba o tym, że ktoś kiedyś może chcieć porwać samolot z Polakami na pokładzie…

Na zdjęciu: Lata .90, komandosi jednostki GROM szkolą się na warszawskim Okęciu. Ten „obiekt szkoleniowy” stoi na skraju lotniska i do dziś służy do treningów.