Generał brygady Jerzy Gut został nowym dowódcą Sił Specjalnych. Będzie służył w Krakowie. Dotychczasowy dowódca Wojsk Specjalnych, generał brygady Piotr Patalong od 1 stycznia przenosi się do Warszawy, gdzie zostanie inspektorem Wojsk Specjalnych. Zmiany są efektem reformy dowodzenia Siłami Zbrojnymi.


Generał kilka razy był bohaterem kilku moich publikacji m.in. w „Polsce Zbrojnej”. Jedna z nich, z połowy 2004 r. dotyczyła doboru uczestników misji zagranicznych. Niewielu dziś pamięta, jak to wyglądało zaledwie przed dekadą. Na „spokojne” misje kandydatów nie brakowało. Niekiedy potrzebne były dobre „plecy”, żeby wyjechać na Wzgórza Golan, do Libanu, Kosowa czy Bośni. Co innego na wojenną misję do Iraku…

Jerzy Gut (ówczesny podpułkownik) miał dowodzić zmianą misji w Bośni, na którą mieli wyjechać żołnierze z dowodzonego przez niego 6 batalionu desantowoszturmowego z Gliwic. Choć tak wynikało z rozkazów bezpośrednich przełożonych Jerzego Guta, to w „Warszawie” ktoś zdecydował inaczej. Podpułkownik wylądował na trzeciej zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku, gdzie dowodził batalionem złożonym z żołnierzy służących w 76 jednostkach wojskowych rozrzuconych po całej Polsce.
Warto pamiętać o tych niedawnych czasach, żeby zobaczyć jak – dzięki misjom w Iraku i Afganistanie – zmieniła się nasza armia.

Poniżej artykuł z tygodnika „Polska Zbrojna” z połowy 2004 roku:

(Ko)misja z przeszłości?


W Warszawie mówią, że w Gliwicach nie ma chętnych do misji w Bośni. W Gliwicach się z tym nie zgadzają. A przyszły asystent szefa Sztabu Generalnego twierdzi, iż nabór do kontyngentu robiony jest źle…
Fikcję utrzymywano przez kilka lat. 6 batalion desantowoszturmowy z Gliwic firmował misję w Bośni. Ubierał „misjonarzy” w czerwone berety, ale na Bałkany wysyłał zaledwie po kilku żołnierzy zawodowych. – Zdarzało się, że w zmianie brało udział dwóch, trzech lub czterech żołnierzy zawodowych z naszej jednostki – opowiadał wtedy ppłk Jerzy Gut, dowódca batalionu. Jesienią ubiegłego roku miało się to zmienić. Dowódca 6 Brygady Desantowoszturmowej w Krakowie, w skład której wchodzi batalion z Gliwic ustalił nowe zasady naboru. W pierwszej kolejności miano dobierać żołnierzy z 6 batalionu. Gdy w tej jednostce nie będzie odpowiednich specjalistów, należy sięgnąć po ludzi z innych batalionów 6 Brygady. Dopiero gdy tam poszukiwania skończą się fiaskiem, należy szukać dalej…
– Taki rozkaz pojawił się jesienią 2003 r. Dlatego do wiosny 2005 r. jednostka została zwolniona z utrzymywania niektórych wskaźników gotowości bojowej. Poborowym już w WKU w dokumentach wpisywano adnotacje o przeznaczeniu do misji zagranicznej – mówi mjr Jarosław Kowalski, który w zastępstwie ppłk. Guta dowodzi batalionem.

Miało być pięknie


W zmianie trwającej od lutego tego roku, dowódcą kontyngentu miał być ppłk Gut. Szefami: sztabu oraz sekcji operacyjnej (S-3) – oficerowie z Gliwic. Podobne plany dotyczyły dowódcy pierwszej kompani bojowej. Natomiast kierowanie drugą kompanią oraz kompanią sztabowo-logistyczną gliwiczanie mieli przejąć po pół roku misji. Tak więc od sierpnia wszyscy dowódcy PKW SFOR mieli pochodzić z 6. batalionu. Te plany opisaliśmy w tekście „Misja bez fikcji” (PZ nr 47 z 23 listopada 2003 r.).
Rzeczywistość okazała się jednak szara. W obecnej zmianie kontyngentu służy 21 żołnierzy służby zasadniczej oraz 27 zawodowych, w tym 12 oficerów. W połowie sierpnia będzie rotacja. Na następną turę pojedzie 65 żołnierzy służby zasadniczej i 10 zawodowych, żaden nie jest oficerem. Obejma stanowiska dowódców drużyn, plutonów i szefów służb. – Z pozostałych batalionów 6 Brygady na misje pojedzie jeszcze kilkanaście osób. Tak więc kontyngentem firmowanym przez „Czerwone Berety” dowodzą oficerowie spoza brygady. Najwyższe stanowisko, jakie przypadło „naszemu człowiekowi”, to funkcja szefa sztabu kontyngentu. Żołnierze zbierani z różnych jednostek potrzebują trochę czasu na poznanie się. Wszystko może przebiegać dobrze, jeśli w rejonie misji jest spokojnie. Ale zamieszki, jakie wybuchły w marcu tego roku w Kosowie przekonują, że Bałkany to region nieprzewidywalny. Więc w kontyngencie potrzeba zgranego zespołu profesjonalistów – twierdzi mjr Kowalski.

Emocje wokół naboru


O naborze „misjonarzy” decyduje komisja powoływana w Dowództwie Wojsk Lądowych.
– Z notatki służbowej sporządzonej po przeprowadzeniu rozmów kwalifikacyjnych, wynika, że w 6 batalionie nie było zbyt wielu chętnych do udziału w tej misji – pokazuje dokument mjr Dariusz Piotrowski, rzecznik prasowy Dowództwa Wojsk Lądowych. Z notatki wynika, że w Gliwicach zabrakło kandydatów, którzy spełnialiby warunki formalne. – Podstawowe to uzyskanie zgody przełożonych i znajomość języka angielskiego. Żołnierze chcący obsadzić poszczególne stanowiska musieli spełnić wymagania określone w wykazie specjalności wojskowych. Oficerów obowiązywała też zasada tożsamości stanowiska i stopnia – kontynuuje mjr Piotrowski.
W 6 batalionie irytują się, słysząc takie uzasadnienie. – Ludzie chcą jechać do Bośni! Sam byłem zainteresowany! Komisja przejrzała dokumenty, dowódca batalionu mnie przedstawił. Nikt nie zadał ani jednego pytania. Formalne warunki spełniałem, ale nie zostałem zakwalifikowany – opowiada jeden z oficerów.
Podaje przykłady swoich kolegów, którzy pojechali, ale na stanowiska inne, niż zajmowane w batalionie. – Np. dowódca kompanii dowodzenia został zastępcą dowódcy kompanii szturmowej – kontynuuje nasz rozmówca.
Nie wiadomo też, dlaczego z dowodzenia kontyngentem „wypadł” ppłk Gut. W Warszawie twierdzą, że od dawna był planowany do udziału w trzeciej zmianie kontyngentu w Iraku. W Gliwicach przekonują zaś, że dowiedział się o propozycji misji w Babilonie tuż przed Wielkanocą. Czyli w kilka miesięcy po tym, gdy nie poleciał na Bałkany. Sam zainteresowany się nie wypowie, gdyż od niedawna dowodzi batalionem funkcjonującym w dywizji wielonarodowej w Iraku.
– Razem z nim polecieli niektórzy nie zakwalifikowani do Bośni – dodają w 6 bdsz.

Głos dla dowódcy


Orędownikiem zasady wysyłania na misje jednolitych jednostek wojskowych jest gen. dyw. Mieczysław Stachowiak, do sierpnia dowódca 2. Korpusu Zmechanizowanego, teraz asystent szefa Sztabu Generalnego.
Skoro – pomimo zapowiedzi – nic nie zmieniło się w zasadach naboru na misje, to znaczy, że nadal podtrzymujemy fikcję? – Całkowicie się z tym zgadzam. Na misjach jednostki powinny funkcjonować w swoim stanie etatowym. Choć może z częściowo innym wyposażeniem i uzbrojeniem. Ale o doborze żołnierzy do misji decyduje komisja powoływana powyżej szczebla Korpusu. Uważam, że taka komisja jest elementem rodem z przeszłości. Nie przystaje to do współczesnych wymogów stawianych przed jednostkami, które wysyłamy na coraz trudniejsze misje. To dowódca powinien dobierać sobie ludzi, z którymi będzie służył. Jestem przeciwnikiem „zbieraniny ludzi”, którzy zamiast od początku wydajnie pracować, tracą czas na zgrywanie się. W Kosowie służy praktycznie cały etatowy batalion. Żołnierze znają się jak łyse konie. Wiedzą, czego mogą się po sobie spodziewać. W takiej sytuacji łatwiej osiągnąć sukces – uważa gen. Stachowiak, któremu podlegały jednostki wystawiające kontyngenty m. in. w Bośni i Kosowie.
Czy więc jako asystent Szefa Sztabu Generalnego będzie forsował ideę zlikwidowania tej komisji i przekazania dowódcom kontyngentów jak największych uprawnień związanych z doborem „misjonarzy”? – Zdanie, które wyrażam ma uzasadnienie i go nie zmienię za żadną cenę! Bo ceną jest życie żołnierzy i wypełnienie misji – podkreśla gen. Stachowiak.
Zobaczymy więc, jak będzie wyglądał nabór do kolejnej zmiany, która do Bośni wyjedzie w lutym 2005 r.

Jarosław Rybak