O szczytnych zamiarach utrwalania pamięci o poprzednikach i budowaniu własnej identyfikacji specjalsów połączonej z coraz mniejszą znajomością historii. Czyli mój felieton w najnowszym wydaniu miesięcznika „Polska Zbrojna”:

Znajomość historii

Wystarczy spojrzeć na symbole noszone na mundurach, żeby zobaczyć, że żołnierze Wojsk Specjalnych coraz częściej odwołują się do tradycji. Można by temu wyłącznie przyklasnąć, gdyby nie fakt, że im popularniejsze staje się „szukanie korzeni”, tym więcej w tym luźnego podejścia do historii.

Identyfikację wizualną wzorowo opracowano w GROM-ie. To zasługa twórcy oddziału, gen. Sławomira Petelickiego. GROM dziedziczy tradycje Cichociemnych – skoczków spadochronowych Armii Krajowej. Generał oparł więc symbolikę bazując na znaku CC, wprowadził różne wzory oznak na mundury wyjściowe i polowe, kilkustopniowe odznaki. Reszta wojska może się na tym przykładzie uczyć logiki i spójności przekazu. Dlatego nie wiedzieć czemu, od kilku lat na mundurach polowych żołnierze noszą „kotwice” Polski Walczącej. Tymczasem ten symbol zawiera w sobie dziedzictwo całego Państwa Podziemnego, rozmywa więc patronów jednostki – nieliczną i elitarną grupę Cichociemnych.

Na „kotwicy” ma się opierać też najnowsza symbolika Jednostki Wojskowej Komandosów. Szerokie spektrum formacji, których pamięć kultywować ma „Lubliniec” to temat na inną okazję. JWK jest bardzo ciekawym przykładem na to, jak w wojsku podchodzi się do budowaniia marki. Żołnierze działający w Afganistanie jako Task Force-50 wyjeżdżali na misję najpierw jako 1 Pułk Specjalny, teraz jako JWK. W tym czasie trzeci raz zmieniają identyfikację wizualną. Gubią się w tym rzesze fanów, o sojusznikach nie wspominam.

Jeden z zespołów bojowych JWK dziedziczy tradycje „Parasola”. Skąd wziął się ten batalion? Najstarsza grupa harcerzy z Szarych Szeregów tworzyła Grupy Szturmowe, z nich powstał „Agat” (skrót od „Antygestapo”). Ze względów konspiracyjnych przemianowany na „Pegaz” („Przeciwgestapo”), a ostatecznie na „Parasol”. Dowódca i trzon żołnierzy oddziału cały czas był ten sam. Tymczasem tradycje „Parasola” dziedziczy JWK, a „Agatu” – jednostka z Gliwic. Dlaczego? Nie usłyszałem przekonywującego wyjaśnienia.

Pierwszy „Agat” nie posiadał własnej symboliki, jego żołnierze po wojnie nosili symbole „Parasola”. Dlatego we własnym logo współczesny „Agat” wykorzystał znak „Grup Szturmowych”. No ale, to symbol zdecydowanie szerszy, obejmujący dużą część Szarych Szeregów.

Kolejnej jednostce patronuje gen. August Fieldorf „Nil”, m.in. dowódca Kedywu AK. Elementem odznaki pamiątkowej jednostki NIL jest więc odznaka Kedywu. Żołnierze jednego z zespołów na mundurach polowych noszą oznakę wzorowaną na symbolu „Wachlarza”, który był częścią Kedywu. I w tym jest sens pokazujący, że zespół jest elementem większej całości.

Specjalsi kierują się dobrymi chęciami, chcą upamiętnić formacje z czasów II wojny światowej, oddać szacunek kombatantom, zyskać tożsamość nie tylko na poziomie jednostki, ale zespołu, a nawet grupy i sekcji. Niestety, w tej twórczości historia przestaje odgrywać rolę wiodącą. Jestem wielkim zwolennikiem nawiązywania do tradycji. Ale wszystko powinno to być spięte w jakąś logiczną całość, pozwalającą na budowanie spójnej identyfikacji i jasnego przekazu dla grup odbiorców. Wydaje się, że najprościej zrobić to w najmniejszym rodzaju Sił Zbrojnych.

Jarosław Rybak