24 września 2013 r. zmarł Tadeusz Wronowski, harcerz, żołnierz batalionu „Parasol”, dowódca oddziału partyzanckiego na Podhalu, architekt, zasłużony ratownik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Odznaczony Virtuti Militari oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych. W 1943 r. dowodził brawurową akcją, po której Niemcy postawili szlabany przy wjeździe do al. Szucha i kontrolowali wszystkich wchodzących.

Urodził się 27 lipca 1923 r. w Warszawie. Od 1935 r. należał do 6. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej. W 1939 r. ukończył pierwszą klasę liceum. W pierwszym tygodniu wojny, w Domu Harcerza przy ul. Myśliwieckiej pracował przy obsłudze centrali telefonicznej. Następnie, do kapitulacji stolicy, był sanitariuszem w polowym szpitalu wojskowym na Uniwersytecie Warszawskim. – Miałem odpowiednie przeszkolenie, bo w mojej drużynie harcerskiej przywiązywano wagę do udzielania pierwszej pomocy. Sporo ćwiczyliśmy, łącznie z robieniem zastrzyków, najpierw na kawałkach mięsa, potem na sobie – wspominał.

Późną jesienią 1939 r. zatrudnił się w Kabelwerk-Ożarów – Fabryce Kabli w podwarszawskim Ożarowie. Zakład produkował dla wojska, więc zatrudnienie w nim chroniło przed wywiezieniem na roboty do Niemiec. Pracował tam do października 1943 r., kiedy rozpoczął etatową służbę w Armii Krajowej. Ale zaświadczenie o pracy oraz nocną przepustkę miał regularnie przedłużaną przez dawną firmę, w której sprawnie funkcjonowała komórka podziemia.

Już w grudniu 1939 r. rozpoczął działalność konspiracyjną. Wronowskiego i pięciu innych harcerzy z 6. WDH do konspiracji wprowadził przedwojenny drużynowy Ryszard Białous ps. „Jerzy”, późniejszy dowódca batalionu „Zośka”. Złożyli przysięgę w Szarych Szeregach.
Przyjął pierwszy pseudonim – „Jastrząb”. W ramach „Akcji Wawer” rozlepiał ulotki, wykonywał rysunki na murach. Brał też udział w rozpoznawaniu pojazdów Werhmachtu i SS w Warszawie.

Trafił do batalionu „Baszta”. Tam, po podstawowym przeszkoleniu wojskowym „Jastrząb” został dowódcą drużyny.

Wiosną 1941 r. cudem uniknął aresztowania. W kotłowni budynku urzędu pracy, na rogu ulic Mazowieckiej i Kredytowej zaplanowano kurs obsługi ręcznego karabinu maszynowego Browning. Wronowski czekał na spóźniającego się instruktora, który miał szkolić konspiratorów. Instruktor pojawił się kwadrans po umówionej godzinie. Na miejsce dotarli, gdy z kotłowni gestapowcy wyprowadzali zatrzymany. Zdrajca został rozpoznany przez siostrę jednego z aresztowanych. Zlikwidowano go w ciągu kilku tygodni.

Po tym wydarzeniu – znowu dzięki Białousowi – Tadeusz Wronowski został skierowany do konspiracyjnej Szkoły Podchorążych Piechoty. Zmienił wtedy pseudonim na „Ferens”.
W podchorążówce cztery razy otrzymał rozkaz przedarcia się przez „zieloną granicę” Generalnej Guberni i Rzeszy. Przekradał się m.in. do Łodzi z paczkami „bibuły”. Robił to w sposób brawurowy, dlatego koledzy nadali mu pseudonim „Grenzbube” („Graniczny Chojrak”).

Szkołę ukończył jako kapral podchorąży.

Po promocji – kolejny raz za poręczeniem Białousa – został na stałe wcielony do Grup Szturmowych Szarych Szeregów. – Z kolegami z dawnej 6. WDH dostałem przydział do konspiracyjnej drużyny harcerskiej CR-200, wchodzącej w skład podziemnego hufca Centrum dowodzonego przez Tadeusza Zawadzkiego „Zośkę”. Dowódcą drużyny został Feliks Pendelski „Felek”, który zginął podczas odwrotu z akcji pod Czarnocinem – wspominał po latach.

W CR-200 przeszedł kurs Wielkiej Dywersji. Kilkanaście razy brał udział w transporcie broni w czasie ewakuacji konspiracyjnych magazynów. Dwa razy rozbroił Niemców w garażach gestapo przy ul. Oboźnej. Cztery razy zdobywał samochody potrzebne do prowadzenia akcji.
20 maja 1943 r. uczestniczył w jednej z najsłynniejszych akcji Szarych Szeregów – odbiciu w podwarszawskim Celestynowie 49 więźniów transportowanych koleją z Lublina do Oświęcimia. Dowodził wtedy ubezpieczeniem.

W czasie walki, spod ostrzału wyniósł Wacława Dunin-Karwickiego „Lutego”, swojego dowódcę, rannego w kolano. Otrzymał za to pierwszy Krzyż Walecznych.

Tydzień po Celestynowie przyszła kolej na „Akcję Sól”. 27 maja 1943 r., w fabryce chemicznej przy ul. Siarczanej na warszawskim Targówku zdobywał chloran potasu, potrzebny do produkcji materiałów wybuchowych.

Uczestniczył też w rozpoznaniu przed „Akcją Czarnocin”. Konspiratorzy planowali zniszczenie strategicznego mostu kolejowego niedaleko miejscowości Czarnocin, na szlaku kolejowym łączącym Warszawę ze Śląskiem. Do nieudanej – tragicznej dla wykonawców – akcji doszło w nocy z 5 na 6 czerwca 1943 r.

Jednocześnie z działaniami dywersyjnymi zajmował się szkoleniem. Od grudnia 1943 do czerwca 1944 r. prowadził wykłady w Bojowych Szkołach Szarych Szeregów. Specjalizował się w bronioznawstwie i minerstwie.

Latem 1943 r. gdy powstał oddział „Agat”, Wronowski wraz z kolegami z CR-200 stworzył zalążek dowodzonego przez „Lutego” trzeciego plutonu tego oddziału. Został tam dowódcą trzeciej drużyny.
– Gdy przechodziliśmy do oddziału specjalnego, kazali nam zerwać dotychczasowe znajomości, a nawet zmienić pseudonimy. Długo zastanawiałem się nad nowym. Jechałem tramwajem ulicą Książęcą i zauważyłem duży, czarny szyld: „Zakład Pogrzebowy Tadeusza Przygody”. Tadeuszem już byłem, więc postanowiłem być „Przygodą”. Nawet wypominano mi, że to niepoważny pseudonim. Ale przyniósł szczęście… – wspominał.

5 październiku 1943 r., w domu przy al. Szucha, w samym sercu dzielnicy niemieckiej w Warszawie, dowodził brawurową akcją. Konspiratorzy otrzymali rozkaz zlikwidowania dwojga agentów gestapo: volksdeucha, szefa siatki rozpracowującej podziemne organizacje wojskowe, SS-Rottenfuhrera Alfreda Milkego oraz jego kochanki o imieniu Irena. Wyrok podziemnego polskiego sądu trzeba było wykonać w mieszkaniu Milkego, przy al. Szucha 8, 120 m od siedziby gestapo!

Pierwotnie operacją miał dowodzić Henryk Nowak „Heniek”. Ale wraz z Kazimierzem Nurowskim „Mściwym” został aresztowany na Szucha w czasie prowadzenia rozpoznania. – Obaj przeszli straszne tortury. W ich wyniku „Mściwy” zmarł pierwszej nocy po aresztowaniu. „Heniek” wytrzymał wielodniowe katowanie, a potem pobyt w obozach w Auschwitz i Flossenburgu. Nikogo nie wydał – z niezwykłym szacunkiem opowiadał „Przygoda”.

Na ochotnika zgłosił się do dowodzenia tą akcją.

Trzyosobowa grupa wykonawców wyroku weszła do mieszkania dozorcy kamienicy, w której mieszkał Milke. „Grali” Niemców sprawdzających księgi meldunkowe. Dozorcę zagadnął Leszek de Mackay „Narvik” dobrze znający język niemiecki. Tadeusz Kamiński „Olek” pistoletem sterroryzował dozorcę i jego żonę. „Przygoda” złożył przyniesionego w teczce stena. Czekali na Milkego, gdy usłyszeli strzały na ulicy.

Jak się okazało, do samochodu pierwszej grupy ubezpieczenia podszedł gestapowiec. Zainteresowało go to, że w środku BMW z rejestracją Wehrmachtu siedzieli cywile: za kierownicą Tadeusz Kostrzewski „Niemira”, na tylnym siedzeniu Eugeniusz Poszepszyński „Ssak” i Feliks Wojtulewicz „Bąk”. Próbował ich wylegitymować, więc „Niemira” zastrzelił Niemca.

Rozpoczęła się gwałtowna strzelanina. Praktycznie każdy Niemiec pracujący i mieszkający w okolicy miał broń. Do tego na Szucha ustawiono sporo posterunków.

Oczywistym stało się, że Milke nie wyjdzie z mieszkania, więc konspiratorzy rozpoczęli odwrót. Wykonawcy wskoczyli do samochodu pierwszego ubezpieczenia. „Przygoda” siedział na przednim siedzeniu. „Bąk” i „Ssak” zostali ciężko ranni.

Druga grupa ubezpieczenia: Antoni Biernawski „Dryl”, Janusz Kobyliński „Gong” i kierowca Stanisław Ołdakowski „Staszek” znajdowali się w dwudrzwiowej „Dekawce”. W czasie odwrotu mieli osłaniać kolegów. „Dryl” wyskoczył z samochodu i leżąc ostrzeliwał Niemców. Siedzący na tylnym siedzeniu „Gong” miał trudności z wyjściem z dwudrzwiowego auta. Strzelał więc przez uchyloną szybę. Nie przerwał nawet gdy dostał postrzał w płuca.

Osłaniający ułatwili ucieczkę BMW i sami zaczęli się ewakuować. Trafili jednak pod huraganowy ogień Niemców. Ostrzeliwali się i bronili granatami.

Było to pierwsze tak poważne zadanie 3 plutonu, które od razu pociągnęło za sobą straty. Zginął „Ssak”, ciężko ranny został „Gong”, lekkie rany odnieśli „Bąk”, „Narvik” i „Olek”. Dowodzący operacją „Przygoda” bardzo przeżył śmierć i rany kolegów i nie wykonanie rozkazu likwidacji Milkego.

Szybko okazało się, że konspiratorzy polowali na płotkę, a trafili szczupaka! „Niemira” zastrzelił bowiem SS-Obersturmfuhrera Josefa Lechnera, szefa gestapowskiej sekcji 3D przeznaczonej do walki z sabotażem i dywersją na terenie dystryktu warszawskiego.

Po tej akcji Niemcy postawili szlabany przy wjeździe do al. Szucha i kontrolowali wszystkich wchodzących.

Pod koniec 1943 r. „Przygoda” przeszedł na etat w Armii Krajowej: – Jako dowódca drużyny dostawał miesięcznie 1700 zł. Starczało na wynajem mieszkania i utrzymanie. W ramach etatu opłacano mu też szkołę. Na tajnych kompletach skończył liceum i zdał maturę. Następnie dostał się na konspiracyjny Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Do połowy 1944 r. zaliczono mu cztery semestry studiów.

W czerwcu 1944 r. „Przygoda” znalazł się na Podhalu, gdzie objął dowodzenie kilkudziesięcioosobowym Oddziałem Dywersyjnym „Ciupaga”. Pierwszą akcję w nowym terenie przeprowadził 5 lipca. Partyzanci przejęli wtedy transport żywności przeznaczony dla placówki niemieckiej straży granicznej na Głodówce. 4 października 1944 r., w czasie powstania słowackiego ludzie „Przygody” ze Spiszu przez polskie Podhale na Orawę przeprowadzili 150 (według niektórych relacji liczba sięgała 400) Słowaków uciekających przez represjami okupantów. Aby chronić miejscową ludność, AK-owcy udawali partyzantów sowieckich.

Tuż przed Bożym Narodzeniem, na granicy Zakopanego i Poronina opanowali duży magazyn żywności, ewakuowany przez Niemców spod Jasła.

Pod koniec 1944 r. „Przygoda” nawiązał kontakt z sowieckim oddziałem partyzantów, dowodzonych przez „Potiomkina”. Ze Słowacji przeszli oni w okolice Poronina, gdzie stacjonował Tadeusz Wronowski. 5 stycznia 1945 r. wspólnie z Sowietami zniszczyli kolumnę niemieckich ciężarówek. Zdobyto wtedy 30 karabinów, kilka pistoletów maszynowych MP-40, ręczny karabin maszynowy. Do przetransportowania zdobytej żywności potrzebowano 12 sań! W czasie tej akcji odłamek granatu ranił „Przygodę” w nogę.

Ostatnią akcję przeciw Niemcom przeprowadzili 17 stycznia 1945 r. Na Stasikówce zlikwidowali 10-osobowy patrol niemiecki.

19 stycznia 1945 r. Armia Krajowa została rozwiązana, ale „Przygoda” z kilkoma ludźmi pozostał w lesie. W stropach góralskich chałup i kościółkach melinowali broń. Od października 1944 r. do maja 1945 r. odpowiadali za bezpieczeństwo ukrywającej się w Poroninie żony gen. bryg. Antoniego Chruściela „Montera”, dowódcy Powstania Warszawskiego.

W Poroninie utworzyli też niewielki, tajny szpital. Istniał od listopada 1944 r. do połowy 1945 r. Leczono w nim partyzantów, mieszkańców okolicznych wiosek oraz ukrywających się na Podhalu powstańców warszawskich. Jednym z nich był ranny w płuca Wacław Micuta „Wacek”, w czasie Powstania Warszawskiego dowódca plutonu pancernego batalionu „Zośka”, składającego się z dwóch zdobytych na Woli czołgów typu „Pantera”.

Ujawnił się 13 września 1945 r. Wtedy dowiedział się, że dostał order Virtuti Militari za akcję na Milkego. Tadeusz Wronowski miał wtedy już dwa Krzyże Walecznych. Pierwszy za akcję pod Celestynowem, drugi za zniszczenie niemieckich ciężarówek na Podhalu.

Dzięki konspiracyjnym kontaktom, na oficjalne zlecenie władz Uniwersytetu Jagiellońskiego z kilkoma partyzantami pojechał zabezpieczać przed szabrownikami budynki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Potem na tej uczelni zaczął pracować jako asystent. W 1946 r. aresztowało go UB. Uciekł w czasie zamieszania, gdy po przesłuchaniu wartownik prowadził go do celi.

W 1947 r. w Krakowie skończył studia na Wydziale Architektury Akademii Górniczo-Hutniczej.
Dziewięć lat mieszkał we Wrocławiu. Pracował w zakładzie projektującym osiedla robotnicze, a dodatkowo w Narodowym Banku Polskim jako projektant skarbców. Prowadził odbudowę banków na terenie Dolnego Śląska. To chichot historii, że wróg władzy ludowej, przeszkolony w dywersji i konspiracji projektował skarbce nowej władzy.

W 1953 r. wraz z rodziną przeniósł się do Bielska-Białej. Pracował jako architekt, jego pasją były wspinaczka, kajakarstwo i turystyka górska. Przez 30 lat był ratownikiem GOPR i przewodnikiem PTTK.

Zmarł w Bielsku-Białej.

Zdjęcie: Tadeusz Wronowski, zdjęcie zrobiono 25 października 1943 r., w kilka tygodni po przeprowadzeniu akcji, której celem miał być Alfred Milke.