Felieton ukazał się w lutowym numerze miesięcznika „Polska Zbrojna”. Jest to kontynuacja tekstu z wydania styczniowego.


„Zaufaj górom, one cię ochronią”. Gdyby gdzieś pod Mount Everestem himalaista powiedział tak do kolegów, ci natychmiast zaczęliby go podejrzewać o problemy zdrowotne związane z utratą kontaktu z rzeczywistością. Każdy wspinacz wie, że góry można pokochać, czuć do nich szacunek i respekt. Ale nie można im zaufać. Tymczasem hasło „Zaufaj morzu, ono cię ocali” było mottem naszej morskiej jednostki specjalnej. Ze świecą trzeba dziś szukać zarówno autora, jak i osób, którym się ono podobało, którzy je podchwycili, zaakceptowali i promowali.

Podobno jednak Formoza wraca do swojego pierwotnego zawołania. Brzmi ładnie, nieznajomo, po łacinie: „Morituri non cognant”. Na polski można to przetłumaczyć jako „idący na śmierć nie znają swego losu”. Nie wiem, kto zdecydował, że hasło formacji specjalnej ma odwoływać się do śmierci jej członków podczas misji? Ono nie powinno być negatywne. Cichociemni własne kredo opisali krótko: „Wywalcz jej wolność lub zgiń”. Choć mówi o śmierci, to jednak jest przekazem pozytywnym, doskonale obrazującym determinację członków zespołu, którego dotyczy.

Nie od dziś mamy problem z symboliką militarno-patriotyczną oraz ze środowiskową zgodą na to, aby nazbyt luźno trzymała się rzeczywistości.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Powstania Warszawskiego jest „Mały Powstaniec”, rzeźba kilkuletniego dziecka w hełmie, panterce, z pistoletem maszynowym. Pomnik wpisał się w popkulturę. Jest nawet modnym motywem tatuaży osób, dla których grafiki wykonywane igłą na własnej skórze są dowodem podwyższonego poziomu patriotyzmu.

Tymczasem rzeźba zakłamuje historię sierpniowego zrywu w Warszawie. Nie tylko dlatego, że z braku broni żaden powstaniec nie oddałby kilkulatkowi peema. Dziecko z bronią to zaprzeczenie funkcji wychowawczej Szarych Szeregów. To główny problem z tym pomnikiem. Podziemne harcerstwo zostało podzielone na grupy wiekowe. Członkowie najmłodszej – „Zawiszaków” – skupiającej nastolatków w wieku 12-14 lat, mieli uczyć się na tajnych kompletach oraz przygotowywać do pełnienia służby pomocniczej w czasie akcji „Burza”. Dlatego dziecko w wieku „Małego Powstańca” nie mogło nie tylko walczyć, ale nawet należeć do konspiracyjnych Szarych Szeregów! Jak więc doszło do tego, że ten pomnik zaakceptowali powstańcy? Nie wszyscy. Osobiście znałem harcerzy z Szarych Szeregów oburzonych rzeźbą. Może jakąś próbą tłumaczenia jest to, że przy postumencie ustawiono tablicę z fragmentem wiersza Stanisława R. Dobrowolskiego „Warszawskie dzieci pójdziemy w bój”? Ale jeśli ktoś dosłownie traktuje te słowa, to znaczy, że niewiele rozumie z historii.
Oczywiście można mówić, że symbole nie muszą być lustrzanym odbiciem rzeczywistości. To prawda. Ale z symboliką coraz częściej jest jak z bożonarodzeniową atmosferą w supermarketach. Zaczyna się prawie dwa miesiące przed świętami. Z roku na rok ma coraz mniej wspólnego z Bożym Narodzeniem. Ostatnio nawet trudno dociec, jakie święta obchodzimy w grudniu.

Jarosław Rybak

Felieton w styczniowym numerze miesięcznika „Polska Zbrojna”