Nowym szefem sztabu US Air Force został gen. David L. Goldfein. W 1999 r jego F-16 został zestrzelony nad zachodnią Serbią. Pilot uniknął niewoli dzięki sprawnej operacji Combat Search and Rescue (Bojowego Poszukiwania i Ratownictwa). Przy tej okazji warto przypomnieć jaką potężną machiną jest CSAR. Do ratowania jednego utraconego pilota kieruje się setki żołnierzy, dziesiątki samolotów i śmigłowców.


Gen. David L. Goldfein (ur. w 1959 r.) dowodził będzie najpotężniejszymi siłami powietrznymi na świecie. Ma duże doświadczenie bojowe i jest jednym z najsłynniejszych amerykańskich lotników. Walczył w Zatoce Perskiej i Iraku. Ale to służba w Europie przyniosła mu największe honory. 2 maja 1999 r swoim F-16 wystartował z położonej we Włoszech amerykańskiej bazy lotniczej. Cele jego misji leżały na ogarniętej wojną Jugosławii. Tamtejsza obrona przeciwlotnicza zestrzeliła go nad zachodnią Serbią. Goldfein katapultował się, szczęśliwie wylądował i uniknął niewoli dzięki sprawnej operacji CSAR.

David_Goldfein-Scott_O’Grady-CSAR-Combat_Search_and_Rescue_F-16_US_Air_Force_3

Zestrzelony w 1999 r. nad Serbią gen. David L. Goldfein został szefem sztabu US Air Force.

O operacji ratowania gen. Davida L. Goldfeina wiemy mniej, niż o przeprowadzonej cztery lata wcześniej akcji odzyskiwania kapitana Scotta O’Grady’ego. Po zestrzeleniu przez tydzień ukrywał się na terenie Bośni. Serbowie ogłosili nawet informacje o przechwyceniu Amerykanina. Jednak ratownicy nie tracili nadziei, ponieważ namierzyli sygnał SOS pilota. Ale fatalna pogoda uniemożliwiała szybkie przeprowadzenie ewakuacji.

W lutym 2003 r. pisałem w „Polsce Zbrojnej” o Combat Search and Rescue. Teraz przypomnę fragmenty tego tekstu. Proszę jednak pamiętać, że materiał powstał przed kilkunastu laty. Jest więc częściowo nieaktualny.

David_Goldfein-Scott_O’Grady-CSAR-Combat_Search_and_Rescue_F-16_US_Air_Force_2

Fragment F-16 gen. Goldfeina eksponowany w belgradzkim Muzeum Lotnictwa.

– Dopiero po siedmiu dniach, 9 czerwca 1995 r., z lotniskowca Kearsarge zakotwiczonego na Morzu Śródziemnym wystartowały dwa śmigłowce ratownicze Super Stallion – tłumaczy kmdr por. Zenon Chojnacki, wykładowca taktyki lotnictwa z Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Wspierały je śmigłowce uderzeniowe Cobra. W bezpośredniej osłonie działały cztery myśliwce pionowego startu Harrier. Zaś samoloty F/A-18 Hornet sprawdziły trasę przelotu śmigłowców. Miały też namierzyć i potwierdzić tożsamość pilota, a potem podać jego pozycję grupie ewakuacyjnej.

– W czterech śmigłowcach leciało 61 żołnierzy. W całość akcji zaangażowanych zostało ponad 40 samolotów oraz setki ludzi pracujących m. in. w sztabach kilku szczebli dowodzenia NATO – opowiada Zenon Chojnacki.

Na Bałkanach siły CSAR wykorzystano przynajmniej jeszcze raz. Pod koniec marca 1999 r. Serbowie zestrzelili myśliwiec F-117 Stealth. Błąd popełnił pilot, który po zrzuceniu bomb nie zamknął luku, a to spowodowało częściową utratę „niewidzialności”. Błąd popełnili też planiści. Przez kilka nocy samoloty latały bowiem tą samą trasą. Pilot katapultował się niedaleko Belgradu. W ciągu kilku godzin ewakuowała go grupa CSAR. Są one zawsze w powietrzu, gdy piloci wykonują misje bojowe.

David_Goldfein-Scott_O’Grady-CSAR-Combat_Search_and_Rescue_F-16_US_Air_Force_4

Kapitan Scott O’Grady po powrocie do swoich.

Podjęcie zestrzelonych to zadanie przynajmniej dwóch śmigłowców ratowniczych. Do akcji zawsze leci bowiem para: maszyna zasadnicza i zapasowa. Osłaniają je samoloty bojowe. Siły CSAR współpracują z Powietrznym Systemem Wczesnego Ostrzegania i Naprowadzania (AWACS), Powietrznym Centrum Kontroli i Dowodzenia Polem Walki (ABCCC) czy Radiolokacyjnym Systemem Obserwacji i Wskazywania Celów (JSTARS), samolotami walki elektronicznej, tankowania w powietrzu oraz satelitarnym systemem nawigacji.

Na samodzielne przygotowanie takiej operacji nie stać więc nie tylko Polski, ale i o wiele bogatszych państw. Dlatego Połączone Centrum Poszukiwania i Ratownictwa organizuje Dowódca Połączonych Sił Sojuszniczych lub regionalny dowódca NATO. On też odpowiada za operacje CSAR.

– Na dużą skalę odzyskiwanie pilotów zastosowali Amerykanie w czasie wojny w Korei. Śmigłowce Sikorsky H-5, Sikorsky H-19 oraz Bell H-13 podjęły zaledwie co dziesiątą zestrzeloną załogę. W sumie – 170. Ale na tych doświadczeniach uczyli się Francuzi walczący w Indochinach i Algierii oraz Anglicy na Malajach – mówi Zenon Chojnacki.

W Wietnamie amerykańskie siły CSAR liczyły 2700 ludzi. Uratowano 980 załóg, czyli 36 proc. tych, które znalazły się na terenie przeciwnika. Jednego z zestrzelonych lotników uratowano po 11 dniach ukrywania się w dżungli. Po zakończeniu tej operacji odznaczono 234 jej uczestników!

David_Goldfein-Scott_O’Grady-CSAR-Combat_Search_and_Rescue_F-16_US_Air_Force_5

Pierwsza konferencja prasowa kapitana Scotta O’Grady’ego po powrocie z Bośni.

W wojnie w Zatoce Perskiej 64 amerykańskie załogi znalazły się na terytorium opanowanym przez Irakijczyków. Jednostki Combat SAR odzyskały tylko trzy z nich. Siły Saddama Husajna kładły wielki nacisk na przechwytywanie pilotów. Podczas tej wojny loty ratownicze wykonywali także Francuzi. Skutecznie. Podjęli bowiem zestrzelonego pilota amerykańskiego. Po zakończeniu interwencji w Zatoce, w amerykańskiej bazie Nellis powstała szkoła CSAR, a w US Air Force utworzono kilka dywizjonów Combat SAR. Taka formacja powstała też we Francji.

W 1993 r. w czasie operacji w Somalii załogi amerykańskich śmigłowców, zestrzelone nad miastami, na własną rękę musiały przedzierać się do punktów kontaktowych. Dlatego lotników wyposażono m. in. w kamizelki kuloodporne oraz dobrze uzbrojono w pistolety M9 z zapasem 96 nabojów lub karabinki CAR-15/M4 z 320 nabojami.

W czasie interwencji NATO na Bałkanach, tylko Francuzi latający na śmigłowcach Puma byli w stanie wspierać amerykańskie siły ratownictwa bojowego. – Dziś francuski CSAR uważa się za najlepszy na naszym kontynencie. Jednostki tego typu mają jeszcze Włosi. Niemcy, Anglicy i Polacy dopiero je tworzą – kończy Z. Chojnacki.

David_Goldfein-Scott_O’Grady-CSAR-Combat_Search_and_Rescue_F-16_US_Air_Force_6

Kapitan Scott_O’Grady na okładce „Timesa”.

Ewakuacja drogą powietrzną ma długą tradycję. Pierwsza taka operacja odbyła się w 1870 r., w czasie wojny francusko-pruskiej. Francuzi ewakuowali swych rannych spod ostrzału artylerii.
W czasie II wojny światowej alianci podejmowali pilotów z wody, wykorzystując łodzie latające. Niewielkie samoloty lądowały też na prowizorycznych lądowiskach urządzanych na terenach okupowanych. Generalnie zestrzelonych pilotów odzyskiwano poprzez lokalny ruch oporu, który przerzucał lotników w pobliże kanału La Manche. Z jednej strony nie było wtedy odpowiedniego sprzętu do prowadzenia lotniczych akcji ratowniczych. Z drugiej, szkolenie pilota nie było jeszcze tak drogie i czasochłonne. Jar

Źródła zdjęć: Wikipedia