Rozmowa z mgr Magdaleną Żurowską przewodniczącą zarządu Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych, który organizuje Pierwszy Kongres Ratowników Medycznych.

MEDYCYNA W MUNDURZE: Od policjanta, przez kierowcę rajdowego oraz ludzi służących na misji w Afganistanie, do naukowców. Czy to nie jest zbyt egzotyczny zbiór gości jak jedno spotkanie cywilnych ratowników medycznych?

Magdalena Żurowska: Szeroka tematyka to właśnie zaleta naszego Kongresu. Chcemy dać uczestnikom jak największą dawkę użytecznych informacji. Dlatego zależało nam na tym, aby na dwudniowym spotkaniu zebrać przede wszystkim praktyków. Sprawy związane z przepisami i bezpieczeństwem ruchu drogowego to przecież codzienność dla ekip ratowników medycznych. Z kim najlepiej o tym rozmawiać? Oczywiście, że z policjantem z Wydziału Ruchu Drogowego oraz mistrzem rajdowym. Będą także bardzo ciekawe, czysto medyczne, wykłady dotyczące postępowania przedszpitalnego w przypadkach oparzeń, amputacji, hipotermii, pediatrii czy geriatrii. Natomiast perełki to tematyka dotycząca ostrych zespołów wieńcowych i – wspomniane przez pana – doświadczenia z dziedziny ratownictwa taktycznego.

MwM: Po co cywilowi, który nie zamierza pracować na kontrakcie w wojsku, wiedza o ratownictwie taktycznym?

MŻ: Ta dziedzina rozwija się niezwykle dynamicznie. Cywile nie mają takiego doświadczenia w procedurach związanych z tamowaniem masywnych krwotoków, hipowolemią, triage’m w czasie zdarzeń masowych. Ze „sfery zmilitaryzowanej” te doświadczenia przenoszone są na grunt cywilny. Olbrzymia część ostatnich zmian w postepowaniu w obrażeniach ciała to rozwiązania zaczerpnięte z wojska. Tam zostały sprawdzone praktycznie i przebadane teoretycznie. Tych doświadczeń i wdrażanych rozwiązań nikt rozsądny nie może negować.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z ogromu różnić między ratownictwem cywilnym a taktycznym. Uważam jednak, że obie grupy mogą się wymieniać doświadczeniami. O tym co my, cywile możemy wykorzystać, już wspomniałam. Mam nadzieję, że cywilni ratownicy medyczni rzadko będą się spotykali z obrażeniami typowymi dla pola walki. Ale przecież takie zdarzenia się nam trafiają. Odma prężna to dla nas rzadki przypadek, w warunkach bojowych – chleb powszedni. Niezbyt często mamy też do czynienia z amputacjami urazowymi. Ale już obrażenia ciała u osób starszych, aktualne postępowanie w astmie czy nawet zatrzymaniu krążenia to dla cywilów rutyna. Do tego dochodzi biegłość w przyrządowym udrażnianiu dróg oddechowych czy zakładaniu dostępów dożylnych. To doświadczenia, których ratownicy taktyczni nie mają szansy zdobyć.

MwM: Na razie nie rozwijajmy tego wątku. Na łamach Medycyny w Mundurze wrócimy do tematu w najbliższym czasie.

MŻ: Naszym podstawowym celem jest wymiana doświadczeń, co będzie korzystne dla obu środowisk.

MwM: Wojskowi muszą pamiętać o całkiem niedawnej przeszłości. Przez kilkadziesiąt lat polskich kontyngentów wojskowych, do początku misji w Iraku w 2003 r., większość zgonów żołnierzy służących za granicami to skutki wypadków, zawałów, samobójstw. Obrażenia typowo bojowe były odsetkiem zdarzeń. Po zapowiedzi polityków, że Polska będzie wycofywać się z misji bojowych, czyli takich jak w Iraku czy Afganistanie, może nastąpić powrót do przeszłości. Więc wojskowi ratownicy będą musieli posiąść zdecydowanie więcej umiejętności cywilnych.

MŻ: To kolejny dowód na to, że warto współpracować.

MwM: Czego oczekujecie od Wojskowego Instytutu Medycznego, który zaprosiliście do udziału w Kongresie?

MŻ: Od WIM dostaliśmy wsparcie merytoryczne: wykładowców z olbrzymim doświadczeniem praktycznym oraz łamy „Lekarza Wojskowego” – pisma naukowego wydawanego w Instytucie. Natomiast w dłuższej perspektywie chcielibyśmy korzystać z oferty WIM związanej z umożliwieniem rozwoju zawodowego ratowników medycznych.

W nowoczesnych armiach naszych sojuszników obowiązuje jasny podział kompetencji między lekarzami a ratownikami medycznymi. Nasze wojsko pracuje nad przeniesieniem tych wzorców. WIM jest czołowym polskim ośrodkiem, w którym nauka styka się z praktyką, a cywile z wojskowymi. Chcemy więc czerpać z doświadczeń ludzi w mundurach. W warunkach skrajnie trudnych, bo na polu walki przetestowano rozwiązania, z których wynika, że ratownicy i lekarze nie są dla siebie konkurencją, ale uzupełniają się wzajemnie.

MwM: Kongres odbędzie się 11 i 12 października w Krakowie. Skąd pomysł, aby go organizować?

MŻ: Inicjatywa wyszła od nas – Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych. Do współpracy zaprosiliśmy Wojskowy Instytut Medyczny, Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II w Krakowie oraz krakowską Akademię im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Szkołę Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie oraz Wydział Nauk o Zdrowiu Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Zależy nam na tym, żeby zaprezentować dorobek naukowy ratowników oraz zainspirować nasze środowisko do intensywniejszego zajmowania się badaniami dotyczącymi przedszpitalnej fazy opieki medycznej. Nie bez znaczenia jest też integracja środowiska.

Przedsięwzięcie adresujemy do ratowników medycznych, lekarzy, pielęgniarek ratunkowych oraz studentów kierunków medycznych. Udział w Kongresie premiowany jest otrzymaniem 14 punktów edukacyjnych, a wpisowe to zaledwie 123 zł. Są jeszcze miejsca.

MwM: Jakie cele stawia sobie Społeczny Komitet Ratowników Medycznych?

MŻ: Jak sama nazwa wskazuje, jesteśmy ciałem społecznym. Chcemy promować tę profesję, budować prestiż naszej grupy w środowisku medycznym oraz szerzej – w społeczeństwie. Zawód ratownika medycznego w obecnej formule to stosunkowo nowe rozwiązanie. Powstał, ale nie opracowano strategii informowania o nowej grupie zawodowej. Do opinii publicznej najczęściej przedostają się informacje negatywne na nasz temat. Poprzez nasze inicjatywy chcielibyśmy to zmieniać. Na początku chcemy kłaść nacisk na rozwój naukowy.

MwM: Jak do Was dołączyć?

MŻ: Zapraszam na stronę internetową http://skrm.pl. Tam można znaleźć wszystkie informacje oraz wypełnić deklarację sympatyka.

Rozmawiał: Jarosław Rybak

Czytaj na stronie internetowej Wojskowego Instytutu Medycznego