Jeśli ktoś leży, nie rusza się i nie oddycha, to najprawdopodobniej nikt nie będzie go ratował. Na afgańskiej prowincji nieprzytomnego często traktuje się jak zmarłego. Dlatego tak ważne są szkolenia prowadzone przez służby medyczne Polskiego Kontyngentu Wojskowego. W prowincji Ghazni nie funkcjonuje jakikolwiek system ratownictwa medycznego. Jedyna sprawną i uniwersalną służbą jest lokalna policja. Specjaliści z PKW podjęli się więc trudnego zadania – szkolą policjantów afgańskich do udzielania pomocy medycznej na miejscu zdarzenia..

Oprócz typowych wozów patrolowych, policja dysponuje również ambulansami przekazywanymi przez armię amerykańską. Z tego powodu wydzielone elementy PKW zwane PAT-ami (z ang. Police Advisor Team), systematycznie współpracujące z policją, podjęły się przygotowania funkcjonariuszy policji afgańskiej do udzielania pierwszej pomocy, a w przypadku konieczności – bezpiecznego przetransportowania poszkodowanego do szpitala.

– Gdy dojdzie do wypadku, nie można po prostu zadzwonić po ambulans, bo nie ma służby, którą w Polsce znamy jako pogotowie ratunkowe – tłumaczy ratownik medyczny Maciej Tylski, uczestnik szkolenia z zakresu medycyny pola walki, przeprowadzonego we wrześniu 2012 r. w Wojskowym Instytucie Medycznym dla personelu medycznego wyjeżdżającego do Afganistanu.

Szkoleniem objęto kilkadziesiąt osób. Cały kurs przygotowujący policjantów do samodzielnej pracy obliczono na kilka miesięcy. – Zasady szkolenia medycznego opracowałem na polecenie dowódcy prowincjonalnego PAT-u kpt. Jakuba Gardeły z warszawskiego Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej. W pracy wspierali mnie ratownicy medyczni: Krzysztof Gałka oraz Maciej Janiszewski – mówi Maciej Tylski.

Pomocy, ratownictwa przedszpitalnego ITLS, jak również z procedur wykorzystywanych w Medycynie Pola Walki.
– Ta koncepcja jest efektem analizy sytuacji w Ghazni. Najczęstszymi zdarzeniami wymagającymi udzielania pomocy medycznej są wypadki drogowe, eksplozje IED oraz postrzały z broni palnej. Pomimo kilku miesięcy starań nie udało nam się dotrzeć do jakichkolwiek danych, dotyczących zdarzeń o np. charakterze internistycznym. Po wielu rozmowach z policjantami wiemy jedno: osoba nieprzytomna, nie ruszająca się i nie oddychająca, jest uznawana za zmarłą – opowiada ratownik.

Należy pamiętać, że policjanci służący na prowincji to najczęściej prości mężczyźni, całkowici analfabeci, pochodzący z wiosek pozbawionych dostępu do elektryczności, bieżącej wody, jakichkolwiek gazet, radia czy telewizji. Dla nich jedyną szansą na polepszenie sytuacji życiowej, naukę i stałą pensję jest wstąpienie do policji.

– W porównaniu z polskimi realiami, pracując w Ghazni musieliśmy całkowicie zmienić koncepcję przekazywania wiedzy. Wiele problemów nastręczają próby wyjaśnienia szkolonym, że w czasie kontaktu z poszkodowanym muszą stosować odpowiednie techniki. W Afganistanie zobaczyłem, że normą jest przekładanie rannego na nosze według zasady „ty łapiesz za nogi, ja łapię za ręce i do góry”. Na szczęście do wyobraźni szybko przemawia argument o możliwości pogłębienia urazu. Na początku trudno było wytłumaczyć policjantom także potrzebę ręcznej stabilizacji kręgosłupa szyjnego poprzez „złapanie” rękoma głowy, w sposób który znają wszyscy nasi ratownicy – twierdzi Maciej Tylski.

Nietypowych problemów było więcej. Policjanci musieli zrozumieć, że wiele czynności mają wykonywać w pozycji klęczącej. Tymczasem Afgańczycy mają bardzo głęboko zakorzeniony zwyczaj kucania. Dlatego początkowe próby tłumaczenia, że jest to pozycja nieprawidłowa i niestabilna, trafiały w próżnię.

Realizowany program ma doprowadzić do dwóch głównych celów: przeszkolenia kilkudziesięciu policjantów z zakresu pierwszej pomocy oraz wyszukania liderów. Ci ostatni otrzymają wiedzę i umiejętności pogłębione o standardy ITLS oraz Resuscytacji Krążeniowo-Oddechowej. Docelowo mają stworzyć grupę instruktorów pierwszej pomocy, którzy po zakończeniu polskiej misji w Afganistanie przejmą obowiązek szkolenia policjantów.

Zajęcia są prowadzone przez jednego ratownika medycznego, wspieranego przez tłumacza oraz eskortę. – Z powodu specyfiki szkoleń oraz różnic kulturowych zdecydowaliśmy, że grupy będą pięcioosobowe. Pozwala to na zbudowanie indywidualnych relacji pomiędzy instruktorem a policjantami, zdecydowanie łatwiejszą organizację zajęć, jak również kontrolowanie grupy w trakcie ćwiczeń. Mieszkańcy prowincji, szczególnie Pasztuni, zwracają baczną uwagę na drobne gesty pochwały instruktora. Tak mała grupa pozwala na poświecenie uwagi każdemu funkcjonariuszowi. To przynosi bardzo dobre efekty – kontynuuje ratownik. W czasie zajęć szybko zaczęto wyławiać liderów. Z czasem zaczęli oni przejmować inicjatywę i pomagać pozostałym policjantom. Liderzy są traktowani szczególnie. Ratownicy dają im więcej swobody w koordynacji i podejmowaniu decyzji w trakcie ćwiczeń. Dodatkowo są szkoleni z podstaw anatomii i fizjologii człowieka. To pomaga im jeszcze szybciej przyswajać wiedzę, jak również zrozumieć sens schematów postępowania z pacjentem.

– Szczególny nacisk kładziemy na szkolenie z zakresu tamowania masywnych krwotoków, opatrywania ran postrzałowych oraz odniesionych w wyniku eksplozji. W trakcie zajęć okazuje się, że wielu z funkcjonariuszy ma już za sobą doświadczenia w opatrywaniu tego typu urazów. Są to wspomnienia bardzo bolesne, zwykle związane ze śmiercią ich kolegów – opowiada M. Tylski. Generalnie policjanci uczą się szybko. Popełniają coraz mnie błędów, potrafią skutecznie zastosować dostępny sprzęt. Liderzy sprawdzają się jako „kierownicy zespołów”.

Jeśli proces szkolenia nie zostanie przerwany, to dzięki zaangażowaniu polskich medyków w Ghazni będzie bezpieczniej. W ten sposób osiągniemy jeden z pozytywnych efektów funkcjonowania PKW w Afganistanie.

BAK

Czytaj na stronie internetowej Wojskowego Instytutu Medycznego: