Pokazy skoków spadochronowych zawsze przyciągają rzesze widzów. Szczególnie widowiskowe i rzadkie są skoki wykonywane na wodę. To była największa atrakcja ostatniego, V Festynu Komandosa w Dziwnowie.


Mieszkańcy i turyści mogli obserwować niecodzienny pokaz pierwszy raz od 1985 r. Wtedy bowiem z tej miejscowości na wyspie Wolin przeprowadzono skoki do Bałtyku. Rok później 1 Batalion Szturmowy przeniesiono do Lublińca.

Pokaz w Dziwnowie był ciekawym połączeniem historii oraz współczesności. Żołnierze skakali ze śmigłowca Mi-8, z takich samych maszyn przed kilkoma dekadami korzystali komandosi 1 BSz. Skoki zabezpieczali marynarze korzystający z kutrów holowniczych KH-200. Dokładnie takie maszyny wykorzystywano w czasie, gdy 1 Batalion stacjonował w Dziwnowie. Na pokładzie śmigłowca siedziało m.in. dwóch żołnierzy, którzy służbę wojskową zaczynali w Dziwnowie, a następnie – z przenoszoną jednostką – znaleźli się w Lublińcu. Kolejny skoczek to syn żołnierza dziwnowskiej specjednostki. Obecnie jest instruktorem spadochronowym w Lublińcu.

Na śmigłowcach Mi-8 i kutrach KH-200 podobieństwa związane z organizacją skoków spadochronowych się kończą. Obecnie jednostki specjalne dysponują sprzętem na światowym poziomie. Spadochrony umożliwiają precyzyjne, bezpieczniejsze lądowanie. Przed laty najtrudniejsze przy skoku na wodę było precyzyjne określenie odległości między skoczkiem a taflą wody. W ostatniej fazie lotu żołnierz musiał bowiem rozpiąć szelki, aby w momencie zetknięcia z wodą uwolnić się z uprzęży. Zbyt wczesne wykonanie tych czynności groziło połamaniem, a w niektórych przypadkach nawet śmiercią. Zbyt późne mogło skończyć się tym, że czasza spadochronu nakryje skoczka i odetnie dostęp powietrza, a w skrajnych sytuacjach – wciągnie pod wodę.

Współczesne spadochrony pozwalają „usiąść” na wodzie. Skoczek nie musi wypinać się z uprzęży. W wodzie uwalnia się tylko od czaszy spadochronu.

Skoki w czasie festynu wykonywali żołnierze Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. Skaczących obserwował płk Wiesław Kukuła, dowódca JWK oraz kilka tysięcy widzów.

??????????

Śmigłowiec Mi-8 z takich samych maszyn przed ponad trzema dekadami skakali komandosi z 1 Batalionu Szturmowego. Czasy się zmieniły, śmigłowce służą dalej.

??????????

Żołnierze skakali z wysokości ok. 1100 m.

??????????

W powietrzu płk Sławomir Drumowicz, wieloletni oficer Jednostki Wojskowej Komandosów, obecnie służący w Centrum Operacji Specjalnych.

??????????

Jak przystało na instruktora spadochronowego klasy mistrzowskiej, płk Sławomir Drumowicz wzorcowo „usiadł” na wodzie.

??????????

Kutry holownicze KH-200 Marynarki Wojennej. Przed laty takie same maszyny zabezpieczały skoki spadochronowe w Dziwnowie.

??????????

Zabezpieczeniem skoków zajmował się także Zbigniew Jeszka, kiedyś żołnierz 1 Batalionu Szturmowego, obecnie szef Ośrodka Sportów Wodnych „Wydry” w Dziwnowie.

??????????

Wejście na pokład nie jest łatwe. Przydają się więc pomocne dłonie ekip zabezpieczających skoki.

??????????

Seria zdjęć pokazujących moment lądowania w wodzie.

??????????

Seria zdjęć pokazujących moment lądowania w wodzie.

??????????

Seria zdjęć pokazujących moment lądowania w wodzie.

??????????

Seria zdjęć pokazujących moment lądowania w wodzie.

??????????

Seria zdjęć pokazujących moment lądowania w wodzie.

??????????

Gaszenie czasy w momencie lądowania.

??????????

Skoczek czeka na motorówkę.

??????????

Praca ekip zabezpieczających to wyścig z czasem.

??????????

Chor. Eugeniusz Kiciński, służbę wojskową zaczynał w 1 Batalionie Szturmowym w Dziwnowie. Obecnie jest instruktorem spadochronowym klasy mistrzowskiej w Jednostce Wojskowej Komandosów.

??????????

Chor. Andrzej Wątroba, służbę wojskową zaczynał w 1 Batalionie Szturmowym w Dziwnowie. Obecnie jest instruktorem spadochronowym klasy mistrzowskiej w Jednostce Wojskowej Komandosów.

??????????

Skoki obserwowało kilka tysięcy widzów.

O skokach spadochronowych wykonywanych w Jednostce Wojskowej Komandosów można przeczytać w książce LUBLINIEC.PL Tajemnice najstarszej jednostki specjalnej Wojska Polskiego. Opowiadają o nich m.in. chor. Eugeniusz Kiciński oraz chor. Andrzej Wątroba.