SMIG

5 zł z każdej książki TASK FORCE-50 Operacja „Sledgehammer” sprzedanej w czasie imprez organizowanych z okazji święta Jednostki Wojskowej Komandosów zostanie przekazana do Afganistanu, z przeznaczeniem na leczenie „Zahira”. To komendant „Tygrysów”, ciężko ranny w czasie polsko-afgańskiej operacji w nocy z 23 na 24 sierpnia. Datki trafią także do jego poszkodowanych podwładnych.

Ta operacja została opisana w ostatnim rozdziale książki. Tutaj przeczytacie fragment:
„Z 23 na 24 sierpnia, w nocy podobnej do wielu innych, ekipa lublinieckich komandosów miała towarzyszyć grupie policjantów z PRC. Celem operacji była likwidacja rebelianckiego składu broni i materiałów wybuchowych. Takie akcje są priorytetem dla sił NATO. Pozbawiają bowiem talibów najniebezpieczniejszego oręża – m.in. karabinków, granatników i ajdików.

– Z rozpoznania wynikało, że nie będzie tam rebeliantów, więc bezpośredni kontakt ogniowy był mało prawdopodobny. Ale w takich miejscach trzeba się spodziewać różnych scenariuszy – opowiada oficer z Lublińca.

Jak dziesiątki razy wcześniej, śmigłowce przetransportowały ich w pobliże celu, sześćdziesiąt kilometrów od miasta Ghazni. Tam, w dystrykcie Giro, na terenie compoundu, czyli sporego gospodarstwa, znajdował się magazyn. Do akcji ruszyli policjanci wspierani przez Polaków. Sprawnie sprawdzili zabudowania, które wskazał „źródlak”. Zameldowali do TOC Ghazni, że w jednym z pomieszczeń znaleźli poszukiwane materiały.

Chwilę po tym okolicą wstrząsnął wybuch. Eksplodował cały compound, wcześniej zaminowany wieloma ajdikami. Teren został przygotowany jako zasadzka na siły specjalne. Z ogromnego budynku nafaszerowanego setkami kilogramów materiałów wybuchowych zostały gruzy. Pod nimi znalazło się czterech Polaków i pięciu Afgańczyków. Wszyscy odnieśli obrażenia. Bardzo ciężkie – „Miron”, „Robo” oraz komendant „Tygrysów” „Zahir”. Ciężkie – czterech pozostałych Afgańczyków, a lekkie – „Gajdzik”.

– On dopiero po powrocie do bazy zorientował się, że oberwał. Ku zdumieniu wszystkich, czwarty Polak – „Mazi” – z zasadzki wyszedł całkowicie bez szwanku – mówi oficer.

Rannym natychmiast udzielono pomocy. Śmigłowce MEDEVAC przetransportowały poszkodowanych do polskiego szpitala w bazie Ghazni.

Okazało się, że operatorzy ze służb specjalnych zostali sprawnie wciągnięci w grę bardzo wyrafinowanych terrorystów, którzy tę zasadzkę przygotowywali od wielu miesięcy. A operacje specjalne zawsze zależą od informacji, na podstawie których są przygotowywane…

Pomimo starań lekarzy nie udało się uratować starszego chorążego sztabowego Mirosława Łuckiego „Mirona”. Zmarł kilka godzin po odniesieniu ran.

– Był bardzo doświadczonym operatorem. Doskonale znał się na „czarnej taktyce”. Był mistrzem „breacherki”, czyli otwierania wejść do budynków przy pomocy narzędzi mechanicznych lub materiałów wybuchowych. Od jego sprawności zależał stopień zaskoczenia ludzi, których chcieliśmy ująć – wspominają koledzy.”

Ranni Polacy zostali otoczeni bardzo dobrą opieką. Leczą się w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. Problem jest natomiast z poszkodowanymi „Tygrysami”, którzy w swoim kraju nie mają takich możliwości powrotu do zdrowia.

Dlatego specjalsi z TF-50 zbierali już datki na leczenie afgańskich towarzyszy broni. Działacze w Wojskowego Klubu Sportowego „Meta” zdecydowali, że zorganizują podobną zbiórkę w czasie festynu w Lublińcu oraz Biegu o Nóż Komandosa.

Do akcji przyłączyli się też Jarosław Rybak, autor książki oraz Sławomir Brudny – jej wydawca.