W czasie konfliktu Układu Warszawskiego z NATO polscy żołnierze musieliby zdobywać dwa kierunki operacyjne: jutlandzki i północnonadmorski. Tuż przed rozpoczęciem wojny niewielkie grupki wyselekcjonowanych żołnierzy zostałyby skierowane do rozbrajania min jądrowych ukrytych w Niemczech Zachodnich. Te małe, kilkudziesięciokilogramowe beczki o niewyobrażalnej sile niszczenia, ukryto by zatrzymać czołgi nacierające ze Wschodu.


Rozpoznanie miejsc, w których zamontowano miny atomowe było zadaniem m. in. komandosów z 1 Batalionu Szturmowego z Dziwnowa, z 62 Kompanii Specjalnej z Bolesławca, 56 Kompanii Specjalnej ze Szczecina i z – pozostającej w rezerwie – 48 Kompanii Specjalnej z Krakowa.

Zająłem się tym tematem. W wojskowych archiwach i bibliotekach spędziłem sporo czasu. Z analizy tajnych dokumentów (sporo z nich Ministerstwo Obrony Narodowej odtajniło dopiero w 1995 roku, ale dostęp do tych materiałów do dziś jest utrudniony) wyłania się ponura rzeczywistość. Opisałem ją w ebooku „Atomowi komandosi. Rozbroić miny jądrowe w Niemczech Zachodnich”.

???????????????????????????????

Dane dotyczące nasycenia minami poszczególnych odcinków natarcia wojsk Układu Warszawskiego. Kolorem zaznaczyłem dwa kierunki przydzielone Polakom.

W 1987 roku Żelazna Kurtyna coraz bardziej chyliła się ku upadkowi. Do Polski z pierwszym koncertem przyleciała „Metallica”. Jan Paweł II przybył z kolejną pielgrzymką do Ojczyzny. W Moskwie brytyjska premier Margaret Thatcher spotkała się z opozycjonistą Andriejem Sacharowem. A w Berlinie Zachodnim amerykański prezydent Ronald Reagan wezwał przywódcę ZSRR Michaiła Gorbaczowa do zburzenia Muru Berlińskiego. Te zdarzenia dobrze wróżyły na przyszłość. Wszystko wskazywało na coraz większe ocieplenie między Wschodem a Zachodem.

???????????????????????????????

Schemat Pasa Tretnera. Stratedzy Układu Warszawskiego podzielili go na sześć odcinków, które miały być głównymi kierunkami planowanego ataku wojsk Układu.

Ale wiosną tego samego, 1987 roku, w niewielkiej sali wykładowej pilnie strzeżonego budynku w Akademii Sztabu Generalnego w podwarszawskim Rembertowie, zebrało się kilkunastu naukowców i oficerów. Przed wejściem każdy z nich musiał pokazać zaświadczenie kontrwywiadu, że może brać udział w naradach zaklasyfikowanych jako „tajne”.

Okazją do spotkania była obrona pracy naukowej jednego z najzdolniejszych polskich saperów, wykładowcy ASG, pułkownika Bronisława Pawłowskiego. Ten doświadczony naukowiec, uczestnik wojennej misji w Wietnamie zajmował się minami jądrowymi. Tajną bronią rozlokowaną na terenie RFN.

???????????????????????????????

Zdobyty przez wywiad wycinek niemieckiego planu rozmieszczenia min w rejonie miasta Fulda w Hesji. NATO-wscy specjaliści wyselekcjonowali tam 141 miejsc do ukrycia ładunków.

Liczące kilkaset stron opracowanie „Wykorzystanie min jądrowych w armiach głównych państw NATO oraz ich wpływ na prowadzenie działań bojowych przez wojska własne”, idealnie wpisywało się w najnowsze polecenia generała Floriana Siwickiego – ministra obrony narodowej. W podpisanym przez niego, utajnionym dokumencie „Rozkaz Ministra Obrony Narodowej do szkolenia Sił Zbrojnych PRL w 1987 roku”, w punkcie 28, podpunkcie „F” Florian Siwicki zalecał: „należy skuteczniej szkolić oddziały z prowadzenia rozpoznania i niszczenia min jądrowych”.

To oznaczało, że armia musi jeszcze intensywniej przygotowywać niewielkie grupy żołnierzy, które tuż przed wybuchem III wojny światowej zostaną przerzucone do Republiki Federalnej Niemiec. Tam w samobójczych misjach „ochotnicy” mieli rozbrajać miny atomowe, czekające na dywizje wschodnich czołgów. Wojskowi wiedzieli, że te misje byłyby straceńcze. Ładunki jądrowe montowano bowiem tak, aby nie dało się ich rozbroić…

???????????????????????????????

Przekrój typowej studni dla miny atomowej. Schemat powstał na bazie materiałów wywiadu wojskowego Układu Warszawskiego.

W 1951 roku saperzy z jednostek US Army stacjonujących w Republice Federalnej Niemiec zaczęli budować dziwne konstrukcje. Ponieważ zachowywano przy tym maksimum dyskrecji, a budowle powstawały niedaleko granicy z Niemiecką Republiką Demokratyczną, więc niektórzy uważali, że to po prostu nowy system bunkrów.

Dziwne to były obiekty. Część z nich bardziej przypominała studzienki i ciągi kanalizacyjne, niż stanowiska obrony. W niektóre ledwo wciskał się dorosły człowiek. Zwykle miały głębokość od sześciu do dziesięciu metrów i szerokość osiemdziesięciu centymetrów. Przy dnie montowano stalowe lub plastikowe rury, przez które przeciągano wiązki przewodów łączących zapalnik miny ze stanowiskiem kierowania wybuchami.

Żeby utrudnić zniszczenie miny, budowano tzw. węzły min, czyli zwykle od trzech do pięciu, a niekiedy nawet do kilkunastu komór. Były od siebie oddalone o kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów. Właściwy ładunek miał zostać ukryty tylko w jednym szybie. Do pozostałych wkładano atrapy, tradycyjne miny oraz skomplikowane pułapki. Żeby jeszcze bardziej utrudnić próby rozbrojenia, wszystkie szyby miały być zasypane ziemią.

???????????????????????????????

Wyliczenia wielkości zniszczeń w zależności od tego, na jakiej głębokości zdetonowano minę jądrową o mocy jednej kilotony.

Zaledwie garstka wtajemniczonych wiedziała, że to nowy system obrony. Studnie miały służyć jako miejsca ukrycia nieznanej wcześniej broni Paktu Północnoatlantyckiego – min atomowych.

W 1957 roku budowę przejęły niemieckie wojska obrony terytorialnej. Wielkim zwolennikiem potężnych min stał się zachodnioniemiecki generał Heinrich (dla znajomych Heinz) Trettner. Gdyby doszło do wojny Układu Warszawskiego z NATO, generał chciał zamienić sporą część swojego kraju w wielki, skażony pas ziemi spalonej. Koncepcję nazywano „Planem Trettnera”.

Ilustracje pochodzą z pracy habilitacyjnej pułkownika doktora Bronisława Pawłowskiego „Wykorzystanie min jądrowych w armiach głównych państw NATO oraz ich wpływ na prowadzenie działań bojowych przez wojska własne”.

Chcesz spotkać bohaterów tej książki? Przyjedź na Festyn Komandosa do Dziwnowa!