W marcu 1953 r., tuż po śmierci Józefa Stalina Katowice przemianowano na Stalinogród. Dla uczczenia pamięci Generalissimusa pierwszy chłopczyk urodzony w Mieście Stalina miał nosić imię Józef. Na wszelki wypadek władze nadały takie imię kilku noworodkom. Po 45 latach, pracując w katowickiej „Trybunie Śląskiej”, odszukałem tych przymusowych „pogrobowców Stalina”

Przypominam fragmenty reportaży, które wtedy napisałem:

Dzieci z miasta Stalina

W dwa dni po śmierci Józefa Wissarionowicza, 7 marca 1953 roku, Katowice przemianowano na Stalinogród. – Pamiętam, że nową nazwę ogłosił Gustaw Morcinek – opowiada Natalia Piekarska-Poneta, jedna z bohaterek tamtych dni. Za podjęcie znamiennych uchwał nr 10/107 i 10/108 z 7 marca 1953 roku odpowiada Prezydium Miejskiej Rady Narodowej.

– Znamy nazwiska członków prezydium, którzy tę decyzję podjęli. Jest protokół nr 10/53 z posiedzenia nadzwyczajnego, odbytego 7 marca. Trwało od godz. 12.00 do 13.20. I uchwała numer 10/107. Wystąpiono w niej z wnioskiem o „przemianowanie nazwy miasta Katowice na Stalinogród”. Posiedzenie odbyło się pod przewodnictwem L. Lisonia, a pod dokumentem podpisali się J. Dziura, St. Rutkowski, L. Pirożek, E. Kost – mówi Jerzy Chmielewski, katowicki radny.

Dekretem z 7 marca 1953 r. przewodniczący Rady Państwa, Aleksander Zawadzki przemianował miasto na Stalinogród, a województwo katowickie – na województwo stalinogrodzkie. W ten sposób przychylił się do decyzji władz Katowic.

Pogrobowcy Stalina

Natomiast na mocy uchwały 10/108, pierwszy urodzony w Stalinogrodzie chłopiec miał nosić imię Józef.

Pisownia oryginalna: „Dla uczczenia pamięci Wielkiego Wodza i nauczyciela całej postępowej ludzkości (…), otoczyć pierwszego urodzonego w mieście Stalinogrodzie dziecka płci męskiej jak najtroskliwszą opieką i dać mu takie wychowanie, aby stało się godnym realizatorem wielkich myśli i wskazań Józefa Stalina i żywym przykładem.”

W lutym 1953 roku w Katowicach urodziło się trzech chłopców o imieniu Józef, w marcu – ośmiu.

– Przez 45 lat nikt się tym nie interesował i teraz to wyciągnęliście. Ludzie potępiają Stalinogród, to pewno mnie, męża i syna również – broni się przed wywiadem matka jednego z „kontynuatorów myśli” Stalina.

Rozmowniejszy jest Józef Globisz urodzony na początku pamiętnego marca.

– Rodzice mówili mi, że urodziłem się w nocy, kiedy był pogrzeb Stalina. Być może moje imię ma związek z uchwałą MRN. Już nie mogę zapytać o to rodziców. Nie żyją. Nawet jeżeli tak było, nie mam nic przeciwko. Dla mnie to już historia. Nie sądzę by miało to jakikolwiek wpływ na moje życie – mówi Józef Globisz.

Idealny kandydat

Kolejny Józef nie był pierwszym urodzonym w Stalinogrodzie, ale idealnie wpisywał się w ideę władz. Spełniał wymogi. – Rodzice musieli być Polakami z dobrych domów. Żeby się nie okazało, że kontynuator Stalina ma np. niemieckich przodków. A mój ojciec i teść walczyli w Powstaniach Śląskich. No i wybrali jego – opowiada matka Zbigniewa Andrzeja Kędziora.

W jego akcie urodzenia czytamy: „W punkcie 5 rubryki I wpisuje się na wniosek ojca dziecka jako pierwsze imię dziecka imię „Józef”. Stalinogród 15. IV. 1953 r.”

– W szpitalu podałam, że dziecko będzie nosiło imiona „Zbigniew Andrzej”. Był tak ochrzczony. Dopiero później władze dołożyły „Józef”, jako trzecie. Ale wpisali je na pierwszym miejscu. Nikt nas nie pytał o zdanie. Załatwiła to Rada Narodowa z Urzędem Stanu Cywilnego – kontynuuje matka.

– W rodzinie zawsze mówiono na mnie „Zbysiu”. W tym czasie mój ojciec pracował w Krakowie. Z mamą mieliśmy się tam przeprowadzić. Jednak władze stwierdziły, że to nie przystoi pierwszemu obywatelowi Stalinogrodu. Spowodowały przeniesienie ojca powrotem na Śląsk. Wiem też, że w pierwszą rocznicę Stalinogrodu, w „Panoramie” wydrukowano moje zdjęcie – wspomina Zbigniew Andrzej Kędzior.

Kiedy nastała odwilż, rodzice wrócili do pierwotnego imienia. – W 1956 roku, Miejska Rada Narodowa zwróciła się do rodziców z pytaniem czy pozostaną przy imionach nadanych w roku śmierci Stalina. Zadecydowali, że nie. Gdyby tak się nie stało, to sam później nie zmieniałbym imienia – twierdzi Zbigniew Kędzior. Dokumenty relacjonują sucho: „Prezydium MRN w Katowicach decyzją z dnia 27 listopada 1956 r. zmieniło dziecku (…) imiona „Józef Zbigniew Andrzej” na „Zbigniew Andrzej”. Katowice 27. 12. 1956 r.”

Czy pierwszego obywatela Stalinogrodu władze otoczyły opieką, wychowały? – Wiadomo, jak się realizowało wszelkie uchwały. On jest wykształcony, ale za nasze pieniądze – przekonuje matka pana Zbigniewa.

Niektórzy protestowali

 

Natalia Piekarska-Ponieta była wtedy uczennicą IX klasy Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Curie-Skłodowskiej w Chorzowie. – W domu otrzymałam wychowanie patriotyczne, postanowiłam się zbuntować przeciw zmianie nazwy. Wraz z koleżankami na ręcznej drukarence powielałyśmy ulotki przeciwko nazwie Stalinogród. Znalazły się tam hasła antykomunistyczne. Nie byłyśmy związane z żadną organizacją i na własną rękę zostawiałyśmy ulotki w różnych punktach miasta: tramwajach, sklepach itd. Naturalnie złapali nas. Przebywaliśmy w areszcie na Mikołowskiej, przesłuchiwano nas w UB w Chorzowie i Katowicach. Po rozprawie skierowano mnie do domu poprawczego, a pełnoletnią koleżankę do więzienia. W 1956 roku objęła nas amnestia – opowiada Natalia Piekarska-Poneta, która swoje przeżycia opisała w książce „Byłam nie tylko na Mikołowskiej”.

Gazety z wiosny 1953 r.

Wczesną wiosną 1953 r. gazety prześcigały się w informacjach o współzawodnictwie pracy, zobowiązaniach załóg zakładów pracy oraz chorobie „największego opiekuna klasy robotniczej”. Z powagą doniesiono, że wiceprzewodniczący prezydium katowickiej Miejskiej Rady Narodowej odwiedził rolnika z Ligoty. Chłop ów, świadom zadań, jakie postawiła przed nim partia, już w lutym o 100 proc. przekroczył całoroczny plan obowiązkowych dostaw zwierząt rzeźnych. Natomiast harcerze z Tworoga zgromadzili 145 kg szmat (dzięki temu wykonali 739,8 proc. założonego planu).

Uroczyście przygotowywano się do obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet. Jedna z gazet doniosła, że najaktywniej przymierzano się do niego w Zarządzie Ligi Kobiet w Pszczynie. Z tej samej okazji pracownice kopalni w Kostuchnie zobowiązały się podnieść jakość wydobywanego węgla. Mieszkanki Chełma Wielkiego (dziś Chełm Śląski), w dniu swojego święta miały zebrać 8 ton złomu.

Równie atrakcyjnie biegło życie kulturalne. Teatr Śląski wystawił „Poemat pedagogiczny” Makarenki. Do katowickiego kina „Apollo” można było wybrać się na film „Wołga, Wołga”. Siemianowicka „Jedność” zapraszała na „Stiepana Riazina”.

Do Państwowej Opery Śląskiej pierwszy raz przyszedł Jan P., hutnik z zawodu. Serdecznie przywitała go załoga opery, a prasa pisała „o zacieśnianiu przyjaźni między artystami a klasą robotniczą”.

Na ten radosny wizerunek twórczej budowy socjalizmu nałożyła się śmierć Józefa Stalina.

W piątek, 6 marca, śląskie gazety przypominały klepsydry. Z pierwszych stron spoglądał około 40-letni Józef Stalin. Co ciekawe, w chwili śmierci miał 74 lata.

9 marca, na placu Feliksa Dzierżyńskiego odbył się „wielki, manifestacyjny wiec żałobny z udziałem ok. 40 tys. ludzi. W wiecu winny wziąć udział delegacje z poszczególnych powiatów, miast i zakładów pracy. (…) Od godz. 10 do godz. 10-tej 0,5 zamilknie wszelki ruch gospodarczy dla oddania czci pamięci Wielkiego Wodza Ludzkości. W tym czasie zarządzono uruchomienie wszelkich syren i bicie w dzwony” – planowano na posiedzeniu Egzekutywy KW PZPR w Katowicach.

Z życiorysem i osiągnięciami Generalissimusa, czytelnicy musieli zapoznawać się do połowy marca. Wtedy bowiem umarł czeski komunista Klemens Gottwald, więc prasa zajęła się jego historią.