Felieton ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika „Polska Zbrojna”.
„Zgłoś się do nas”, „Wstąp do nas”, „Dołącz do nas”, „Podejmij wyzwanie”, „Sprostaj wyzwaniu”. Z dystansem oglądam kolejne plakaty mające zachęcać do służby w jednostkach Wojsk Specjalnych. Nie rozumiem, jak można tak obniżać własną wartość? Dołączyć to można do facebookowych fanów ekscytujących się fotkami specjalsów, a podjąć wyzwanie – chyba actimela. Nawet do modniejszego klubu działającego w każdym większym mieście nie można po prostu wstąpić. Selekcję robią tam bramkarze.


Skoro żołnierze w ciemnozielonych beretach chcą uchodzić za elitę, powinni to bardzo wyraźnie wbijać w głowy kandydatów do służby. Więc jeśli „zgłoś się do nas” to „sprawdzimy czy możesz być jednym z nas”. To nie chętny ma decydować czy wejdzie do zamkniętego kręgu. Odwrotnie, jego członkowie wpuszczają do środka tylko spełniających wyśrubowane wymagania. Nie chcę rozwijać tego wątku, gdyż nie darowałbym sobie odbierając chleb ludziom odpowiadającym za nabór.

Od razu wyjaśniam przyjaciołom w Wojsk Specjalnych, a z wieloma z nich znamy się po kilkanaście lat, że kolejny felieton poświęcam najmniejszemu rodzajowi Sił Zbrojnych, gdyż na nim się jako tako znam. A ponieważ na głowy specjalsów płynie tak dużo medialnego i internetowego miodu, więc mała łyżeczka dziegciu nie zaszkodzi. Szczególnie, że nie są to złośliwości, a merytoryczne uwagi.

Na pocieszenie warto napisać, że w pomysłowości związanej z trudną misją poszukiwania kandydatów do służby nikt nie przebije ludzi z WKU w Toruniu. Na swojej stronie internetowej umieścili oni migający, jaskrawy napis „Zostań oficerem w 2 miesiące!!!” (pisownia oryginalna). Baner zniknął już po kilku dniach, ale zrobił na mnie wrażenie. Kandydatów do błyskawicznych dwóch gwiazdek to z pewnością mogło przyciągnąć, ale prestiżu wojsku, a szczególnie korpusowi oficerskiemu nie przysporzyło.

Jako dość uważny obserwator komunikacji pomiędzy specjalsami a opinią publiczną, zauważam jeszcze jeden problem. Strasznie w ostatnim czasie zdefraudowały się ważne pojęcia. Trochę to chyba efekt małpowania sojuszników zza oceanu, którzy lubią patos. U nas jednak to przybiera wymiar karykaturalny. Tej manierze ulegają zarówno żołnierze, jak i wszelkiej maści fani wojska.

Ktoś deklaruje pomoc potrzebującym i już okrzyknięty zostaje bohaterem. Ktoś wylicytował aukcje charytatywną i z tego powodu staje się godny najwyższego szacunku. Nastolatek nosi „kotwicę” Polski Walczącej i przez to zyskuje miano patrioty. Nie trzeba zbyt długo szukać, żeby podawać kolejne przykłady.

Za dużo i zbyt łatwo padają wielkie słowa na określanie zwykłych – choć oczywiście godnych pochwały – zachowań. W codziennych dyskusjach, szczególnie w internecie, za bardzo nakręca się struny emocji. Górnolotny słowotok grozi tym, że gdy dojdzie do czegoś naprawdę ważnego, zabraknie słów, żeby o tym opowiedzieć proporcjonalnie do rangi zdarzenia.

Jarosław Rybak


PZ 4-2014