Generałom wszystkich armii przyświeca taki sam cel: nie dać się pokonać i jak najszybciej rozbić siły wroga. Dlatego stratedzy po obu stronach Żelaznej Kurtyny planowali prowadzenie III wojny światowej praktycznie takimi samymi metodami.

Olbrzymie zagony pancerne, rozbudowane jednostki rakietowe oraz liczne dywizje zmechanizowane miały zapewnić przewagę na lądzie. Ale do wykonywania „chirurgicznych cięć”, poszukiwania i niszczenia wyrzutni rakiet, siania dywersji i zamętu daleko na tyłach przeciwnika wykorzystywano niewielkie grupy zwiadowców z oddziałów dalekiego rozpoznania. Pierwsze zaczęły powstawać na początku lat pięćdziesiątych.

Po obu stronach Muru Berlińskiego zadania komandosów były praktycznie takie same. „Czas przeżycia” grup specjalnych operujących na terenie przeciwnika szacowano na najwyżej kilka dni. Choć zakładano, że po zamelinowaniu się żołnierze będą mieli szansę przeżyć do czasu nadejścia własnych wojsk.

Zdan

Podpułkownik Andrzej Żdan, legendarny dowódca 62 Kompanii Specjalnej z Bolesławca. Jego podwładni przygotowywali się do pokonywania Pasa Trettnera.

– Dlatego sami siebie nazywaliśmy „żołnierzami jednorazowego użytku”. Po przerzuceniu za linię frontu priorytetem była neutralizacji broni jądrowej. Po zauważeniu np. wyrzutni rakiet, niezależnie od zadania, należało przystąpić do jej zniszczenia – wspomina podpułkownik Andrzej Żdan, legendarny dowódca 62 Kompanii Specjalnej z Bolesławca.

Komandos5

Sierżant Marek Stachowski (z lewej) przygotowuje do zrzutu spadochronowego radiostację dalekiego zasięgu. To było urządzenie skonstruowane dla szpiegów i wojskowych grup dywersyjnych, mających działać na głębokich tyłach wroga

W Wojsku Polskim funkcjonowały cztery podobne oddziały. Na rzecz całego Frontu Polskiego miał pracować 1 Batalion Szturmowy z Dziwnowa. A dla poszczególnych armii działania specjalne prowadziły kompanie: 62 z Bolesławca, 56 ze Szczecina oraz 48 z Krakowa.

Eliminacja min jądrowych była jednym z zadań komandosów. – Od początku istnienia naszej jednostki w 1967 roku, praktycznie do jej rozwiązania w 1994 roku, interesowały nas sprawy związane z pasem min jądrowych. Mieliśmy rozpoznawać teren, w którym je ukryto i naprowadzić zespoły zajmujące się niszczeniem – kontynuuje podpułkownik Żdan.

Komandos1

Chorąży Bogdan Fiałkowski strzela z karabinka wyposażonego w tłumik dźwięku PBS-1 („Pribor Bezszumnoj Strielby”).

– Nie dopuścić do eksplozji to było zadanie ważniejsze od wszystkich innych – dodaje sierżant Marek Stachowski, łącznościowiec z tej jednostki. Zaś jego kolega, pułkownik Stefan Słowikowski i Bogdan Fiałkowski przypominają sobie zajęcia dotyczące rozbrajania takich urządzeń.

– Ale tych zajęć nie przechodzili wszyscy żołnierze. Ja z Pasa Trettnera się nie szkoliłem. Ale na terenie Ośrodka Strzelań Specjalnych na poligonie w Wędrzynie widziałem imitacje bunkrów z minami jądrowymi – przekonuje podpułkownik Edward Mroczek, jeden z dowódców 62 Kompanii.

Teoretyczne szkolenie zaliczył chorąży Mieczysław Kopacz, który do jednostki trafił dopiero we wrześniu 1986 roku.

Komandos2

Przygotowanie działań w terenie. Z piasku, gałązek i szyszek zbudowano tzw. stół plastyczny, imitujący teren, na którym będą operować komandosi. Plany działania prezentuje major Edward Mroczek (ze wskaźnikiem).

– Naszym zadaniem było rozpoznanie obiektów, neutralizacja ochrony i obsługi min. Dobrze pamiętam poligon, w czasie którego mieliśmy rozpoznać „fałszywe” studnie, w których ukrywano ładunki jądrowe – opowiada Andrzej Żdan.

Duże ćwiczenia, połączone z pokazami pokonywania Pasa Trettnera przeprowadzono w 1986 roku na jednym z poligonów Śląskiego Okręgu Wojskowego. Wśród ćwiczących byli żołnierze z 62 Kompanii Specjalnej. Neutralizację min jądrowych polscy żołnierze ćwiczyli do momentu upadku Muru Berlińskiego.

– Jakbyśmy dostali rozkaz, to trzeba by spróbować go wykonać. Bo do tego się szkoliliśmy. Ale nie wierzę, żeby się udało rozbroić taką minę. Na szczęście, ani nie musiałem tego sam sprawdzić, ani wysyłać na takie misje moich żołnierzy – kończy podpułkownik Andrzej Żdan.

??????????

Symbole 62 Kompanii Specjalnej.

62 Kompania Specjalna

Powstała w 1967 roku. Stacjonowała w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. W czasie pokoju miała liczyć 110 żołnierzy, na czas „W” – 252 ludzi. Kompania wystawiała dwanaście siedmio- lub ośmioosobowych grup specjalnych oraz trzy grupy specjalne płetwonurków, liczące po ośmiu żołnierzy.

Kompania musiała osiągnąć gotowość bojową w ciągu sześciu godzin, a trzy grupy specjalne powinny rozpocząć działania w czasie dwóch godzin od ogłoszenia alarmu.

Średni czas działania grupy na terenie przeciwnika szacowano na od trzech do pięciu dób.

Podobnie jak inne pododdziały specjalne WP, 62 Kompanię rozwiązano w 1994 roku. Cześć jej żołnierzy trafiła do jednostki specjalnej w Lublińcu, kilku do GROM-u.

Ludzie służący w 62 Kompanii Specjalnej są najlepiej zorganizowaną grupą wśród weteranów polskich jednostek specjalnych. Od lat spotykają się w Bolesławcu w pierwszy weekend września. W 2002 roku zarejestrowali Stowarzyszenie Byłych Żołnierzy 62. Kompanii Specjalnej „Commando”. Prezesem jest ppłk Andrzej Żdan, a liderami: Bogdan Fiałkowski oraz Andrzej Kobzda.

???????????????????????????????

W pierwszy weekend września pod – ustawionym na terenie bolesławieckich koszar obeliskiem – upamiętniającym żołnierzy 62 Kompanii Specjalnej, spotykają się żołnierze tej jednostki.

Przeczytaj więcej o rozbrajaniu min jądrowych ukrytych w Pasie Trettera

Przeczytaj ebooka „Atomowi komandosi. Rozbroić miny jądrowe w Niemczech Zachodnich”. Publikacja powstała na podstawie wspomnień żołnierzy oraz wojskowych dokumentów, odtajnionych przez MON, dopiero w 1995 roku!